piątek, 26 września 2014

Rozdział 42 :)

*Następnego dnia*
*Klaudia.

Czuję się bardzo dobrze, dlatego postanowiłam pójść z Robertem na trening. Niestety zdjęć nie mogę robić, bo Jürgen mi zabronił, ale patrzeć mi nie zakaże. Szkoda tylko, że zupełnie w nic się nie mieszczę. Wszystko za ciasne! I właśnie dlatego nie chciałam zajść w ciążę. Pociesza mnie fakt, że już niedługo urodzę, a potem postaram się jak najszybciej wrócić do formy.
-Idziesz w bieliźnie? - zapytał patrząc jak w majtkach i staniku paraduję po domu.
-Co Ty na głowę upadłeś? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Może Ci coś pożyczyć?
-Zabawne wiesz - sarknęłam zakładając odpowiedni zestaw



Następnie skończyłam śniadanie i mogliśmy wychodzić.
-Co Ty taka zła? Zrobiłem coś źle?
-Zapytał idealny pod każdym względem Robert Lewandowski - wsiadłam do samochodu i poczekałam z dalszą częścią wypowiedzi aż zajmie miejsce obok mnie - To wszystko przez ciągłe wahania nastrojów.
-Rozumiem. Kocham Cię bardzo z wahaniami czy bez - cmoknął mnie w policzek.
-Ja też. Mogę na Ciebie poczekać obok szatni? - zrobiłam oczka niczym Kotek ze Shreka.
-Nie jestem w stanie Ci odmówić - uśmiechnął się otwierając drzwiczki od auta; dość szybko dojechaliśmy na miejsce.
Napastnik szybko się przebrał i razem udaliśmy się na murawę Trener kazał mi usiąść w takim miejscu żeby w razie czego nie uderzyła mnie piłka. Wszyscy chłopcy przywitali mnie bardzo ciepło, tylko Marco miał to typowo gdzieś. Zdawało mi się, że od tamtego czasu bardzo zmężniał i zrobił się jeszcze przystojniejszy. A te jego mięśnie! - marzenie... Odwróciłam wzrok od podziwiania mojego byłego, bo jeszcze ktoś coś pomyśli i wtedy będzie wtopa.
-Kiedy masz termin? - dosiadła się do mnie jak zwykle gustownie ubrana Ewa


-Niby trzy tygodnie, ale czuję, że dużo wcześniej - przytuliłam przyjaciółkę.
-Dobrze, że z Nami znowu jesteś - uśmiechnęła się - Idę po resztę - oddaliła się na chwilę i wróciła w towarzystwie Agi, Riri, Cathy, Sily, Tugby oraz Lisy. Powitaniu towarzyszyły łzy każdej z nas i dziwne spojrzenia piłkarzy. No tak - w końcu nie za każdym razem, gdy się witamy ronimy słone krople. Umówiłam się z nimi na wieczór panieński w niedzielę. Z tego wszystkiego zapomniałam o ślubie, który jest dokładnie a 8 dni, czyli 15 czerwca. Muszę porozmawiać o tym z Lewym. Trzeba jeszcze dopiąć kilka rzeczy.
-Słuchaj mogę Cię prosić na bok? - nagle w naszym gronie pojawiła się Magdalena.
-Mów mów - odeszłyśmy kawałek.
-Nie mogę Cię tak oszukiwać. Jesteś zbyt porządna i za bardzo kochasz Roberta.
-O czym Ty mówisz? - zupełnie nie złapałam kontekstu jej wypowiedzi.
-Anka chciała żebym rozbiła Wasz związek, ale ja tak nie mogę. Nie jestem też Twoją siostrą. Przepraszam - zaczęła płakać.
-Spokojnie. Najważniejsze, że się przyznałaś. Dobrą decyzją w tej sytuacji byłby wyjazd. Stachurska nie musi o tym wiedzieć.
-Nie będę miała gdzie zamieszkać - stwierdziła ocierając oczy rękawem od bluzy.
-Dam Ci klucze od mojego domu we Wrocławiu. Zadzwonię do koleżanki, która tam aktualnie mieszka i myślę, że już jutro możesz się wprowadzić - podałam jej pęk kluczy i namiary na Martynę.
-Dziękuję Klauduś - przytuliła mnie.
-Proszę. Myślę, że teraz będzie już tylko dobrze. Pa - pożegnałam Ją i  wróciłam do dziewcząt.
-Kto to był?
-Kolejny fortel Anny.
-Ta chyba nigdy nie da spokoju - skomentowała panna Woods.
-Nawet mi się nie chce o Niej myśleć. Jest głupia - skwitowałam.
-No wiesz z blondynki brunetki nie zrobisz - zaczęły się nabijać z przefarbowanych włosów karateczki.
-Tak to jest w tym świecie, że są ludzie i parapety...
-No ale żeby się klamką urodzić?! - przerwałam Agacie i wszystkie śmiałyśmy się jeszcze bardziej.
-Hey girls! Idziemy! - zawołali nasi partnerzy.

-Co Ty masz taki dobry humor? - napastnik wszedł do kuchni dzierżąc w rękach brudne kubki i talerze.
-Tak jakoś - wzruszyłam ramionami. - Idziemy na spacer?
-O 22? Nie za późno?
-Eee tam. Dawaj chodź! - pociągnęłam Go za rękę. Kilkanaście sekund później wyszliśmy na ulicę i szliśmy przed siebie w ciszy, ale nie jakiejś niezręcznej tylko przyjemnej. Trzymaliśmy się za ręce. Było świetnie i romantycznie, czyli tak jak lubię.
-Czy zawsze może być tak jak teraz? - zatrzymaliśmy się niedaleko mostu.
-Jak?
-Idealnie.
-Może tylko musimy temu troszeczkę pomóc - uśmiechnął się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
-Uwielbiam gdy tak robisz - odkleiłam się od Niego.
-A ja uwielbiam Twoje szalone pomysły i całować Twoje malinowe usta - dodał swoje 'pięć groszy' i ruszyliśmy w drogę powrotną. Jak zwykle lazł za nami paparazzi fotografujący każdy najmniejszy ruch, ale nie chcąc martwić narzeczonego swym odkryciem, zachowałam je dla siebie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam w ten zimny wrześniowy wieczorek! :)
Trzymajcie rozdzialik, liczę na szczere opinie. Od razu zaznaczam, że nie wiem kiedy następny. Pozdrawiam :*

5 KOMENTARZY =NOWY POST!
:)

♥♥♥♥

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 41 :)

Gdy przyjdą ciężkie chwile, pamiętaj jestem obok.
Rozwiniemy skrzydła i wzbijemy się wysoko,
tam nikt nie będzie stał na naszej drodze.
Pomiędzy gwiazdami zamieszkamy na dobre,
Niebo naszym domem i teraźniejszością.
Obłoki naszą własnością na całą wieczność..*

*Tydzień później*
*Klaudia.

Jeszcze kilkanaście dni wcześniej nie przypuszczałam, że będzie Go stać na takie poświęcenie. Gdy ja byłam we Wrocławiu, a On tu- w naszym domu- w Dortmundzie oboje tęskniliśmy, a życie przepływało nam przez palce. Jednak teraz jesteśmy razem i myślę, że już nic nas nie rozdzieli.
Właśnie dziś idziemy na ostatnie USG, na którym poznamy ostateczny termin porodu i ustalimy wszystkie formalności. Trochę się denerwuje, ale jakoś to będzie.
-Kicia gotowa jesteś? - Robert stanął obok mnie i przejechał wierzchem dłoni wzdłuż całego ramienia.
-Tak tak - podałam  mu dłoń i poszliśmy do garażu. Kilka minut później jechaliśmy do Kliniki Ginekologiczno-Położniczej.
-Nie denerwuj się - czyżby zauważył? Niemożliwe, bo umiem kryć swoje emocje lepiej niż niejedna aktorka.
-Jestem spokojna, tylko tak się zastanawiam...
-Nad czym? - przerwał mi i korzystając z tego, że stoimy na czerwonym pocałował w policzek.
-Czy Ty mnie jeszcze kochasz?
-Głupie pytanie - pokręcił głową - Najbardziej na świecie! - uśmiechnął się i ruszył.
-Ja Ciebie też.

*Dwie godziny później*
*Oczami narratora.

-USG potwierdziło, że dziecko rozwija się prawidłowo. Poród najpóźniej za trzy tygodnie - poinformowała kobieta w białym kitlu. - No to co widzimy się na porodówce - poprawiła okulary i z uśmiechem odprowadziła ich do drzwi.
-Dziękujemy bardzo - pożegnali się. Gdy wyszli przed budynek obok auta, na krawężniku, siedziała jakaś młoda dziewczyna


-Przepraszam, szukasz czegoś? - szatynka podeszła do niej.
-Właściwie to szukam Ciebie - blondynka stanęła obok zaskoczonej ciężarnej dziewczyny.
-W czym mogę Ci pomóc?
-Chodzi o to, że - spojrzała na oczekującą wyjaśnień parę - Jestem Twoją siostrą.
-To niemożliwe. Nie miałam żadnego rodzeństwa, a moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym 15 lat temu.
-Przykro o tym mówić, ale Twój tata miał kochankę. Była moją mamą i nazywała się Nina Wolańska.
-Kłamiesz! - Klaudia usiadła na ławce i zaczęła głęboko i relaksująco oddychać.
-Skarbie spokojnie - Lewandowski gładził narzeczoną po plecach i poprowadził w stronę auta - Siadaj z tyłu - zwrócił się do ,,siostry'' panny Weksler - Szykuje się poważna rozmowa.

*Wieczorem.

-Czyli to jednak prawda - stwierdziła 23-latka.
-Chciałam już dawno podejść, ale nie miałam odwagi.
-Już dobrze - dziewczyny przytuliły się i chwilę później blondynka opuściła dom. Okazało się, że mieszka kilka ulic dalej.
-Mam złe przeczucia. Ona coś knuje - napastnik polskiej reprezentacji nie miał zaufania do Magdaleny.
-Eee tam wszędzie widzisz spiski - machnęła ręką - Wyluzuj skarbie. 
-Obyś miała rację - nie chciał rozpoczynać kłótni i poszedł do łazienki zostawiając przyszłą żonę sam na sam z myślami.

*Magdalena*

-Słuchaj Ona serio jest naiwna. Miałaś rację, Aniu - zaraz po opuszczeniu domu pary zadzwoniłam do przyjaciółki.
-A widzisz! Teraz tylko musisz doprowadzić do tego żeby się z Tobą przespał. Ta idiotka wtedy Go na pewno zostawi, a ja będę mieć pole do popisu. - brunetka szczebiotała w słuchawkę.
-Od jutra mam zaczynać?
-Pojutrze. Idź do nich do domu, a dalej wiesz co masz robić. Papa - rozłączyła się.
Nie wiem czy dobrze robię, ale Anka wydaje się taka zakochana. Klaudia rozwaliła jej małżeństwo, a ja chcę pomóc w odzyskaniu męża karateczki, bo w końcu mam u niej dług wdzięczności. Swoją drogą Robert jest bardzo przystojny tylko zbyt zapatrzony w tą laskę. Nie z takimi sobie radziłam - mam na Niego pewien plan. Na 100% mi ulegnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Cytat pochodzi z Peter - Musisz być przy mnie.

Nie było 6 komentarzy, ale dodaję kolejny post, bo jestem bardzo ciekawa waszych odczuć. :)
Miałam nie komplikować, ale nie byłabym sobą gdybym czegoś nie wprowadziła.
I nie bijcie ! :D
Pozdrawiam :*

5 KOMENTARZY = NOWY POST!








sobota, 13 września 2014

Rozdział 40 :)

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak wszystko się potoczy.
Że co dzień będę czuł Twój zapach i patrzył w te oczy.
Że każda chwila z Tobą będzie dla mnie wszystkim.
Że gdy nie będziesz przy mnie, będę tracił zmysły..

*Robert.

Wstałem z samego rana i od razu ogarnął mnie niepokój. Nie byłem już tak przekonany jak wczoraj, że Ona wróci ze mną do domu i wszystko będzie dobrze. Taki scenariusz byłby najlepszy zważając na niedaleki poród. Tak bardzo chciałbym mieć dziewczyny przy sobie i tylko na wyłączność. Wiem, że to niemożliwe, ale gdybym tylko mógł cofnąć czas na milion procent nie powiedziałbym tego. Teraz już wiem, że była to intryga Marco i Anki. W życiu im tego nie daruję!
-Nie myśl tyle, bo myśliwym zostaniesz - do pokoju wpada jak zwykle rozbawiony Łukasz - Idziemy na śniadanko! - zarządza i w sumie nie mam nic do powiedzenia. Chwilę później siedzimy w niewielkiej restauracji o nazwie Akropolis.
-Może byś coś zjadł, a nie gapisz się w sufit,
-Nie jestem głodny.
-Jesteś tylko o tym nie wiesz -Kuba podsuwa mi talerz z potrawą, którą chyba widzę pierwszy raz. Po zjedzeniu posiłków płacimy rachunek i wychodzimy. Zostały jeszcze 2 godziny, więc ubieram się i idę do pokoju przyjaciół. Zawożą mnie na stadion Śląska Wrocław i jadą po Klaudię. Bez problemu wchodzę na murawę. Wcześniej ostrzegam ochroniarzy, że przyjdzie tu dziewczyna w zaawansowanej ciąży i na wszelki wypadek zostawiam Jej zdjęcie. Jedyne co mi pozostaje to czekanie.

Dlaczego wciąż o Tobie myślę, wciąż jesteś w snach?
Dlaczego, gdy Cię nie ma cały świat traci blask?
Dlaczego między nami więzy postawił los?
Bo to miłość...*
*Klaudia.

Siedziałam na kanapie i oglądałam Znów mam 17 lat, gdy usłyszałam donośne pukanie do drzwi. Z niemałą trudnością wstałam i poszłam otworzyć.
-A Wy tu po co? - pytam duo polskiego trio z Dortmundu.
-Też Cię kochamy - witają się i przechodzą do sedna sprawy.
-Dlaczego mam z Wami jechać? Nic nie rozumiem.
-I o to chodzi. Idź się ładnie ubierz a my poczekamy.
-Okej - z niechęcią weszłam do garderoby, wybrałam sukienkę


sandałki na płaskim obcasie oraz bransoletkę. Umalowałam się, do torebki wrzuciłam kilka potrzebnych rzeczy i wróciłam do korytarza.
-Już - oznajmiłam.
-Serio wyrobiłaś się w pięć minut? - Kuba zrobił tak wielkie oczy, że zaczęłam się o Niego obawiać.
-A coś Ty myślał, że za trzy dni wyjdę? Jedziemy?
-Panie przodem - przepuścili mnie w drzwiach i już po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Po co mnie tu przywieźliście? - spojrzałam na obiekt, przed którym się zatrzymaliśmy


-Nie pytaj tylko idź. Uwierz, będziesz zadowolona - Piszczek pomógł mi wysiąść z auta. Chcąc nie chcąc udałam się w stronę wejścia. Szłam ciemnym tunelem i minęłam chyba z 5 ochroniarzy, ale oni tylko się uśmiechali. Stanęłam na trawie i spojrzałam przed siebie. Na środku boiska stał stolik, na nim świece i jakieś potrawy, a tuż obok  kwiaty w koszyku. Natomiast przy stoliku siedział ON, Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje.

*Robert.

No to nadeszła chwila prawdy. Gdy stała tam taka piękna, z rozwianymi włosami wszystkie wspomnienia odżyły. Serce zaczęło mi walić i nie mogłem wykonać żadnego gestu. Natomiast Ona ruszyła w moim kierunku delikatnie uśmiechnięta. Zżerały mnie nerwy. Wreszcie stanęła obok mnie i zapytała
-Dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej?
-Ale czego?
-Dlaczego nie przyjechałeś? Czekałam - ostatni wyraz zabrzmiał jak wyrzut.
-Myślałem...
-Ciii... - przyłożyła mi palec do ust. Głowę oparła na moim ramieniu i splotła nasze palce. Staliśmy tak chwilę, a potem usiedliśmy do stołu i zjedliśmy 'obiad'. Następnie wręczyłem Jej kwiaty i poszliśmy do domu. Ustaliliśmy, że jutro wracamy do domu.
Tak cholernie się bałem, a okazało się, że Klaudia na mnie czekała. Mam wielkie szczęście że Ją spotkałem- moja piękna osobista i najwspanialsza księżniczka.
-Kocham Cię - wyszeptała gdy siedzieliśmy przytuleni na kanapie.
-Ja Ciebie też Kochanie - pocałowałem Ją w czoło.

To był nagły zwrot akcji, widocznie tak być musiało.
Nasz pierwszy taniec złączył serca i tak już zostało.
Mogę tańczyć z Tobą wiecznie, szeptać Ci do ucha czule.
(...)
Chcę czuć Twój oddech na ramieniu, oddychać Twym oddechem.
Co dzień widzieć Twój uśmiech i odpowiadać uśmiechem.
(...)
I z takim stanem rzeczy tak możemy dalej trwać.
Nie wiesz nawet ile w życiu chciałbym Ci dać!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Cytaty z piosenki Miłość zespołu South Blunt System.

Musiałam to napisać, bo aż mnie wena rozpierała :)) Mam nadzieję, że się podoba.

PROSZĘ WSZYSTKIE OSOBY PISZĄCE KOMENTARZE ANONIMOWO O DOPISANIE IMION PO SWOJEJ OPINII. DZIĘKUJĘ :)

6 KOMENTARZY=NOWY POST!






czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 39 :)

*Robert.


Tak wiem jestem idiotą, kretynem, chujem, najgorszym ścierwem.... Do teraz nie mogę uwierzyć, że skrzywdziłem moją miłość, najpiękniejszą kobietę jaką w życiu spotkałem. Od kilku tygodni próbuję się z Nią bezskutecznie skontaktować. Cały czas myślę co robi, jak znosi ciążę, gdzie jest. Odkąd wyszła moim najlepszym kompanem jest wódka. Nie chodzę na treningi - nie mam takiej motywacji jak kiedyś. Zastanawiam się czy nie lepiej ze sobą skończyć - Jej będzie wszystko jedno, bo i tak nie wróci. Kolejny kieliszek przywołuje piękne i magiczne wspomnienie

Wracałem właśnie do domu gdy na przejściu dla pieszych wpadłem w uroczą szatynkę. Była wściekła, bo zalałem Ją kawą.
-To była nowa bluzka! Jak ją dopiorę idioto?!
-Chodź znajdziemy rozwiązanie - złapałem Ją za rękę i pociągnąłem na chodnik - Mogę Ci odkupić -zaproponowałem patrząc we wściekłe oczy.
-Nie chcę. Jakoś dam sobie radę.
-To może w ramach rekompensaty dasz się zaprosić na ciastko i herbatę?
-Okej - zaśmiała się melodyjnie i podała mi swój numer. Chciała odejść, ale zatrzymałem Ją pytaniem
-Jak masz na imię?
-Klaudia - odwróciła się, a zaraz potem zniknęła za rogiem. Tak zaczęła się Nasza przyjaźń, która przerodziła się w miłość. Tylko czy wszystkie starania o idealny związek i marzenia o wspólnym życiu miały sens?

Z zamyślenia wyrywa mnie dźwięk smsa. Drżącą ręką sięgam po komórkę i czytam
I jak się czujesz bez Niej? Twój 'idealny' związek legł w gruzach, bo uwierzyłeś w brednie z brukowca. Wiesz, że teraz możemy być razem? Przemyśl to. Anna.
-Po moim trupie! - krzyczę  i rzucam telefonem o najbliższą ścianę. Patrzę jak się rozsypuje - zupełnie jak moje życie. Przystawiam do ust butelkę i szybko opróżniam jej zawartość. Słyszę dzwonek do drzwi. Chwiejnym krokiem ruszam w ich kierunku. Otwieram, a moim oczom ukazują się Mario, Łukasz, Kuba, Nuri oraz Auba.
-Co? Nie widzieliście obrazu nędzy i rozpaczy? Oto stoi przed Wami! - rozkładam szeroko ramiona i śmieję się jak opętany. Chłopaki patrzą po sobie, wchodzą i przekręcają klucz. Kuba ciągnie mnie pod prysznic i razem ze mną wchodzi do kabiny. Puszcza zimną wodę - zszokowany zaczynam się wydzierać. Żeby tylko sąsiedzi nie usłyszeli. Po kilku minutach Błaszczykowski daje mi czyste ubranie, a sam opuszcza pomieszczenie. Wycieram się, narzucam ciuchy i idę na dół. Rozglądam się po salonie - lśni czystością, nawet alkoholem już nie śmierdzi.
-Przepraszam - spoglądam na przyjaciół.
-Za to, że tak bardzo Ją kochasz? Nie można przepraszać za miłość. -stwierdza Sahin.
-Za moje zachowanie. To wszystko moja wina.
-Masz okazję żeby to naprawić - znienacka rzuca Mario.
-Nie rozumiem.
-Jedziemy do Wrocławia na tydzień. Dostałem sms z telefonu Twojej dziewczyny, ale pisała go Martyna. Klaudia płacze i tęskni. Za godzinę ja i Łukasz wpadniemy po Ciebie - tłumaczy kapitan polskiej reprezentacji i wszyscy wychodzą z mojego domostwa. Szybko spakowałem kilka rzeczy i poskładałem telefon. Dokładnie za 60 minut chłopaki trąbią obwieszczając tym swoją obecność. Zakluczyłem dom i wsiadłem do auta.
-Tylko tym razem się postaraj żeby z nami wróciła - Piszczek odwraca się do mnie.
-Jeżeli będzie chciała ze mną rozmawiać.
-Słuchaj my mamy pewien pomysł... - Kuba opowiada wszystko co wymyślili.
-Jest bardzo dopracowany tylko czy zadziała?
-Już mu się o to postaramy. Prześpij się trochę.
-Dobra i dzięki panowie.
-Później podziękujesz.

*Klaudia.

Miałam przeczucie, że dziś albo jutro coś się wydarzy. Może Robert przyjedzie mnie przeprosić? Wiedziałam, że po prawie miesiącu jest to raczej niemożliwe, ale może jednak? Codziennie łapę się na tym,  że oglądając mecz szukam Go na boisku, oglądam zdjęcia. Na oficjalnych profilach wciąż pojawiają się posty o naszym rozstaniu. Nie prostuję, nie wyjaśniam, On zresztą też. Nadal mi zależy, ale nie wyciągnę pierwsza ręki. Dzięki temu chłopakowi uwierzyłam w miłość - bezgraniczną, prawdziwą, aż po grób. Żyję dla Niego, przez Niego i dzięki Niemu. Gdyby się zjawił, znając moje dobre serce na pewno bym Mu wybaczyła chociaż wczoraj nie byłam tego taka pewna. Tak, to jest miłość i mimo tego co powiedział kocham Go tak samo. Brakuje mi jego roztargnienia, tak jak wtedy podczas pierwszego spotkania na pasach. Przez przypadek zmienił moje życie.

*Robert.

'Przez przypadek zmienił moje życie..' - słyszę w głowie czyjąś myśl. Przed chwilą śniła mi się Klaudia - piękna jak zawsze, ale tym razem płakała. Obrazek rozrywał moje serce jednak nic nie mogłem zrobić. Dzieliła nas gruba szyba
 Może to Jej myśl?
-Za 15 minut będziemy na miejscu.
-Okej - rzucam spokojnie ,ale moje ręce powoli zaczynają drżeć. Kwadrans później stoimy w recepcji i odbieramy klucze do pokoi. Łukasz i Kuba mają wspólny, a ja osobny.
-Od jutra wdrażamy plan w życie. Wyprasuj garniak Robercik! - słyszę głos Piszczka. Chwilę później wchodzę do pokoju i pierwsze co rzuca mi się w oczy to łoże małżeńskie stojące w samym jego centrum.
-O wszystkim pomyśleli - mówię sam do siebie i siadam na wygodnym materacu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak myślicie wrócą do siebie? :)

5 KOMENTARZY=NOWY POST! ^^

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 38 :)

Tracimy czas wkręceni w miłość jak w dobry żart..

-Kochanie usiądź i na spokojnie opowiedz co się stało - Iwona zabrała mi walizkę i zaprosiła do salonu.
-Bo... On... Znaczy Robert powiedział, że to nie Jego dziecko - łkałam.
-A czyje? - podała mi kubek z gorącą herbatą i otuliła kocem.
-Marco.
-Wiesz czasami w emocjach mówimy niepotrzebne słowa.
-Tylko On dobrze wie, że to Jego córka.
-Uspokój się, musisz dbać o maluszka i ograniczyć stres chociaż przez mojego nieodpowiedzialnego syna jest to niemożliwe. Idź się ogarnij a ja przygotuję Ci sypialnię - pomogła mi wstać i razem poszłyśmy na górę. Chwilę później, zamknięta w łazience, zmyłam makijaż i rozebrałam się. Napuściłam wody do wanny i dość szybko się umyłam. Po wysuszeniu ciała wsmarowałam w nie kokosowy balsam i ubrałam luźniejsze ciuchy. Rozwiesiłam ręczniki i  wyszłam z zaparowanego pomieszczenia. Mama była w pokoju naprzeciwko. Powiadomiłam Ją, że jeśli wszystko dobrze pójdzie  pojutrze wracam do Wrocławia. Nie protestowała - sama była wściekła na napastnika polskiej reprezentacji. Usiadła jeszcze na chwilę i pożyczyła mi dobrej nocy opuszczając pokój. Położyłam się na łóżku oczekując odpowiedzi od Martyny Szewczyk, która wynajmowała moje mieszkanie. Słysząc dźwięk smsa podniosłam się opierając cały ciężar na łokciu i odczytałam
I co jesteś zadowolona z takiego obrotu spraw? Będziesz samotną matką suko!
Nadawcą był nie kto inny jak Anka. Ze złości aż pociemniało mi przed oczami, a w brzuchu poczułam dziwny ucisk. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wszystko ustąpiło. Za jakąś chwilę dostałam oczekiwany sms i mogłam zamówić bilet. Wybrałam najbliższy termin, czyli jutro o 14. Wiem, że podróż autobusem w zaawansowanej ciąży to co najmniej szaleństwo, ale nie mogę zostać w miejscu gdzie wszystko i wszyscy kojarzą mi się z Nim. Otarłam ostatnią samotną łzę i położyłam się wygodnie. Po chwili zasnęłam.

*Next day*

-Dzień dobry! - punkt 9 zjawiłam się w kuchni gdzie Mama robiła śniadanie. Ucałowam Ją w policzek i zapytałam - Może pomóc?
-Nie Skarbie, usiądź. Już podaję - wedle życzenia zajęłam swoje miejsce i już po chwili  miałam przed sobą talerz z jajecznicą ze szczypiorkiem. - Smacznego.
-Dziękuję i nawzajem - uśmiechnęłam się. Skonsumowałyśmy posiłek w ciszy. Posprzątałam ze stołu i już miałam iść spakować rzeczy, gdy kobieta mnie zatrzymała
-Kiedy wracasz do Wrocławia?
-Dziś o 14 mam autobus.
-Zawieźć Cię na dworzec?
-Jeśli to nie problem.
-I tak jadę na zakupi i do Centrum to Cię podrzucę.
-Dziękuję.... Mamo - zawahałam się co do ostatniego słowa.
-Mów do mnie mamo zawsze i wszędzie. Tylko Ty jesteś godna miana mojej synowej - rozwiała wątpliwości.
-Oczywiście - przytuliłam Ją i ruszyłam na górę. Na spokojnie naszykowałam ubranie i spakowała, porozrzucane rzeczy tak żeby o niczym nie zapomnieć.

Po obiedzie przyszedł czas na wyjazd. Jakoś zniosłam walizkę na dół, założyłam kardigan oraz wiosenne botki i byłam gotowa. Chwilę później siedziałyśmy w samochodzie. Bez słowa dotarłyśmy na dworzec gdzie kupiłam bilet i udałam się na odpowiedni peron. Przed autobusem uściskałam Mamę. Obiecałam, że nie będę utrudniać kontaktów z wnuczką i będę do Niej dzwonić. Wsiadłam do pojazdu. Od teraz zmierzam ku nowemu - mam nadzieję lepszemu życiu.

*Kilka tygodni później (początek czerwca 2014).

Zaklimatyzowanie w moim domu nie zajęło mi sporo czasu. Martyna nadal tu mieszka i stara się pomagać na każdym kroku. Od dziś do terminu porodu zostało 20 dni. Robert codziennie dzwoni, pisze, szuka każdego sposobu w jaki można się ze mną skontaktować. Jestem nieugięta. Teraz tak łatwo Mu nie pójdzie. Nadal nie wiem jak On mógł to powiedzieć. Jego 'tylko Ciebie kochałem, kocham i będę kochać', 'na zawsze razem' czy wreszcie 'nie jestem tak pewny jak pierwszego dnia' ciągle mam w głowie. Cokolwiek robię widzę Jego boski uśmiech, dołeczki w policzkach, niebieskie oczy. Czy Go kocham?- TAK. Jednak będę z tym walczyć...
-Znowu o Nim myślisz? - z potoku zdań i obrazów przewijających się przez moją głowę wyrwała mnie współlokatorka.
-Nie.
-Ja swoje wiem. Nie lepiej żebyś dała Mu szansę?
-Trzecią? To kompletny bezsens. - pokręciłam głowę i weszłam do pralni.
-Mówią, że do trzech razy sztuka.
-Dobra nie ma sekundy żebym o Nim nie myślała, ale szansy nie dostanie. Limit się wyczerpał. Masz coś jasnego do prania? - zmieniłam temat.
-Poczekaj sprawdzę.
-Okej  wsadziłam do bębna pralki to, co było w koszu, wlałam płyn do prania i płukania.
-Tylko to - podała mi bluzkę i spodenki.
-Spoko - dołożyłam wymienione rzeczy i włączyłam 90 minutowy cykl.
-Herbaty? - panna Szewczyk zaproponowała jeden z napoi, które pochłaniałam litrami.
-Soku pomarańczowego - wyszłam na balkon złapać trochę słoneczka. Piękna była pogoda jak na maj - 25 stopni i lekki wiaterek. Zajęłam miejsce w jednym z foteli i patrzyłam na drogę, na której kręciło się mnóstwo ludzi - pan z psem, kobieta z zakupami, mężczyzna rozmawiający przez telefon, mały chłopczyk z mamą i wreszcie zakochana para. Odwróciłam wzrok. Po co mam patrzeć na coś co jest niedostępne dla mnie. Objęłam brzuch dłońmi i zaczęłam płakać. Dlaczego jak wszystko było tak piękne i ślub za pasem to musiał uwierzyć w te brednie z brukowca i tak po prostu poukładane życie rozsypało się w proch.
-Już dobrze - poczułam, że dziewczyna mnie przytula - Nie myśl o Nim.  Musisz być silna dla Małej - szeptała.
-Nie dam rady. Ja Go za bardzo kocham.
-To do Niego wróć - spojrzałam w Jej oczy. Nie widziałam w nich obojętności tylko współczucie, ale Ona nigdy mnie do końca nie zrozumie. Jej nikt nie skrzywdził, nie zabrał tego o co walczyła, nie złamał serca na miliony kawałeczków, nie oszukał - jest po drugiej stronie muru.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

5 KOMENTARZY=NOWY POST! :)

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 37 :)

*Następnego dnia.

Wstałam o 6 rano - przez całą ciążę tak wstaje. Lekarz mówi, że to niedobrze, ale jak nie mogę spać to przecież nic na siłę. Ubrałam się i zeszłam na dół. Zjadłam pożywne śniadanie i ze szklanką soku usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i na polskich kanałach leciał program śniadaniowy Kawa czy herbata. Patrzyłam właśnie na wytapetowaną modelkę w dość prześwitującej kreacji kiedy poczułam zimne dłonie na swoich policzkach.
-Witam Kochanie - pocałował moją szyję.
-Cześć misiek - odchyliłam głowę - Śniadanie na stole.
-Mówiłem żebyś się nie przemęczała - pokręcił głową i zniknął w kuchni.
-To nic takiego. - zapewniłam Go.
-Wiem, ale wolałbym....
-Wolałbyś gdybym się nie ruszała.
-Tak. Dziewczyny po Ciebie zaraz przyjadą. Pisały do mnie, że pomogą Ci wybrać suknię także się szykuj - cmoknął mnie w policzek i podał rękę. Udałam się do garderoby i znalazłam taki zestaw.  
Zeszłam do salonu i ujrzałam na kanapie Riri, Lisę, Agatę, Ewę oraz Cathy.
-Cześć piękna - przywitały się.
-Hej. Poczekacie chwilę? Jeszcze z Robertem zamienię słówko.
-Okej.
-Skarbie jeśli nie kupię tej sukni to obiecaj, że się nie zdenerwujesz - spojrzałam Mu w oczy.
-Obiecuję - pocałował mnie przez krótką chwilę.
-Hmmm hmmm - usłyszeliśmy chrząknięcie - Już?
-Tak - odkleiłam się od Niego i ruszyłam za dziewczynami. Chwilę później zmierzałyśmy w stronę salonu sukien ślubnych.

-Dzień dobry. Która z Pań poszukuje kreacji? - przywitała Nas przemiła Pani.
-Ja - z przyzwyczajenia pomachałam do Niej.
-Zapraszam do tego skrzydła budynku - wskazała odpowiednie miejsce - proszę wołać w razie problemów -Dziękujemy. To co może Wy mi coś wybierzecie? - usiadłam w jednym z foteli.
-Co powiesz na tą? - Agata przegrzebała większość sukni i wyciągnęła dosyć skromną, ale śliczną.
-Idę przymierzyć! - zdecydowanie wzięłam rzecz i ruszyłam do przebieralni. Założyłam ciuch i wyszłam prezentując się przyjaciółkom.
-Oooooooo kurczę! Bajka! - wydusiła Cathy.
-Laska jak księżniczka wyglądasz!
-Dajcie spokój jak taki grubas może jak księżniczka wyglądać? Ważę kilka ton,a  w dzień ślubu będę jeszcze cięższa.
-Nie przesadzaj. Najpierw masa potem rzeźba! - zażartowała Lisa.
-Hahahaha patrzcie jakie mam mięśnie! - zademonstrowałam im biceps.
-Koniec tego cyrku. Bierzemy tą, przebieraj się.
-No nie wiem...
-Oj nie marudź jest doskonale! - odwago dodała mi Riri.
-Okej. Na waszą odpowiedzialność - poszłam się przebrać.
Po zakupie sukni ustaliłyśmy, że przechowa mi ją Błaszczykowska. Poszłyśmy na obiad oraz gorącą herbatę i wróciłyśmy do domów.

*Kilka godzin później.

Siedziałam na kanapie. Roberta nie było i w sumie nie wiedziałam gdzie jest. Popijałam sok pomarańczowy, gdy pijany wtoczył się do domu.
-Gdzieś był? - zapytałam patrząc na leżącego w progu mężczyznę.
-U Auby. Przyszedł Kevin i Mats no i popłynęliśmy.
-To widzę. Wstań - podałam Mu dłoń. Ledwo co się podniósł i chwiejnym krokiem ruszył na górę. Słyszałam jak coś przewraca się w sypialni, ale nie miałam ochoty sprawdzić co to. Udałam się do jednej z sypialni na dole. Opary z alkoholu mogły mi zaszkodzić, a nie będę narażać dziecka przez nieodpowiedzialność Jego ojca. Położyłam się wygodnie i po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

*Następnego dnia*

Wstałam już o 8 i po porannej toalecie udałam się do kuchni gdzie napastnik 'dogorywał' po wczorajszym.
-Dzień dobry!
-Ciiiiszej -skarcił mnie łapiąc się za głowę.
-Okej. Trzymaj - podałam mu specyfik na kaca. Wodę z tabletką oraz dużą ilością cytryny. Pił krzywiąc się, ale oddał pustą szklankę. Następnie zakomunikował, że idzie do sklepu zrobić zakupy i kupić gazety. Zgodziłam się i zabrałam za przygotowanie śniadania z tego, co było jeszcze w lodówce. Wrócił pół godziny później wyraźnie zdenerwowany.
-Możesz mi to wytłumaczyć? - rzucił na stół gazetę.
-O co Ci chodzi?
-Klaudia i Marco będą mieli dziecko! Z ustaleń naszego reportera i doniesień pewnej osoby wynika, że dziecko nie jest Roberta tylko Marco.... -zacytował-  mam czytać dalej?
-To Twoje dziecko! - powiedziałam stanowczo.
-Nie jestem tego taki pewny jak pierwszego dnia.
-Nie? W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. - poszłam na górę. Do walizki zapakowałam to, co uznałam za stosowne. Portfel i telefon wrzuciłam do torebki - Żegnaj! - rzuciłam w Niego pierścionkiem.
-Poczekaj! Ja nie chciałem tego powiedzieć! - próbował mnie zatrzymać.
-Ale to zrobiłeś! Nie szukaj mnie. - wyszłam z domu i ruszyłam na lotnisko. Kupiłam bilet do Warszawy. W jedną stronę. Gdy wsiadłam do samolotu po moich policzkach popłynęły łzy. Jak On mógł tak pomyśleć? Cholernie się przejechałam! Byłam głupia..... Jedno jest pewne: Robert Lewandowski to skończony chuj!
Kilka godzin później wsiadłam do taksówki i pojechałam do Jego Mamy. Potrzebowałam z kimś porozmawiać. Wiedziałam, że mogę na Nią liczyć. Zapłakana zapłaciłam za kurs i poszłam w stronę drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i usłyszałam krzątanie. Po chwili otworzyła. Bardzo się przestraszyła, że coś się stało dziecku. Wpuściła mnie do domu i kazała wszystko opowiedzieć.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiaj taki. Podoba się?
Wprowadziłam trochę komplikacji i oni wcale szybko do siebie nie wrócą.. Zresztą sami zobaczycie. Może macie pomysły kto namieszał między nimi?

5 KOMENTARZY=NOWY POST!

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 36 :)

Naprawdę cieszę się, że widzę Ciebie znów, choć 
Było tyle ciężkich chwil, tyle niepotrzebnych słów
Tyle emocji złych, naprawdę mocnych słów i
Nieudanych prób, przegranych, ciężkich prób
Naprawdę cieszę się, że patrzę w Twoje oczy znów
Że rozmawiamy dziś, dziękuję, że dziś przyszłaś tu
Bez Ciebie wszystko było dla mnie tak nieważne
Naprawdę kocham Cię, naprawdę
Ten świat jest jakiś pojebany dziś, nie sądzisz ?
Ty jesteś tam, ja jestem tu, nie wiem co trzeba zrobić już i
Chciałbym dziś mieć już pod nogami pewny grunt i
Żyć z Tobą, być przy Tobie, mieć coś, wiedzieć już
Ten świat jest jakiś nienormalny dziś
To miejsce, ten kraj, ten kryzys
A w tym wszystkim ja i Ty, i 
Chciałbym już wiedzieć, że dobrze wiem jak mamy żyć
Lecz dobrze wiem, nie ma nic, jak ja i Ty....

*Pół roku później. (maj 2014)

Siódmy miesiąc. Serio mam czasami dość tej ciąży - praktycznie cały czas źle się czuję, ale przez ostatni tydzień jest lepiej. Wszyscy biegają wokół mnie co jest męczące chociaż bardzo miłe. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że urodzę dziewczynkę. Lewandowski jest szczęśliwy jak mało kto, cały czas afiszuje się z rodzicielstwem. Nawet kilka wywiadów udzieliłam.

Dzisiaj jest bardzo ważny dzień - mecz o mistrzostwo Niemiec. Gramy u siebie przeciwko Bayernowi Monachium. Od rana panuje napięta atmosfera. Przez treningi i przygotowania musieliśmy odsunąć nasz ślub na dalszy plan.
Od rana Robert przebywa na SIP. Zobaczymy się dopiero na meczu. Postanowiłam lekko się ogarnąć, bo ostatnio nie wychodziłam z domu. Poszłam do łazienki i zrobiłam relaksującą kąpiel, następnie wsmarowałam w siebie lawendowy balsam i uczesałam włosy w luźnego koka. Udałam się do garderoby gdzie znalazłam odpowiedni strój na mecz. Czarne dresy, trampki oraz jedna z wielu koszulek. Żółto- czarne flagi na policzkach dopełniają delikatny makijaż. O 14 zeszłam na dół zjadałam obiad, założyłam bluzę i wyszłam z domu. Z niemałą trudnością wsiadłam do samochodu i ruszyłam na SIP. W radio były akurat fakty o 15. Miałam jeszcze 30 minut. O 15:15 weszłam na murawę i zobaczyłam trenujące Pszczółki. Chłopaki przywitali się ze mną i zeszli do szatni ostatni raz omówić taktykę. Trener posłał mi pokrzepiający uśmiech i ruszył za nimi. Powoli dało się wyczuć to napięcie i wielkie emocje związane z meczem. Spojrzałam na trybuny gdzie w sektorze dla WAG'S dostrzegłam Annę Stachurską. Zamurowało mnie na Jej widok. Lekko się uśmiechnęłam i pomachałam do dziewczyn - odpowiedziały mi tym samym. Zadowolona przestawiłam jeden z wielu aparatów - w końcu muszę jakoś zrobić te zdjęcia.
-Dasz sobie radę? - Lewy podszedł do mnie i położył dłonie na biodrach.
-Tak. Gdyby coś zgłoszę się do trenera. Co Ona tu robi? - wskazałam na jego byłą.
-Ona jest z Marco - poinformował mnie.
-Teraz mnie wkręcasz?
-Nie. Muszę lecieć. Kocham Was - pocałował mnie.
-A My Ciebie - pomachałam Mu.

Spotkanie było bardzo brutalne i obfitowało w faule. Czasami nie mogłam na to patrzeć. Już w 28 minucie Pszczółki złapały pierwszą okazję i po świetnym dośrodkowaniu Mario gola strzelił Robert. Trybuny oszalały, a mnie z radości poleciały łzy. Do końca pierwszej połowy nie padł już żaden gol, a ja zmęczona poprosiłam asystenta o dokończenie sesji. W przerwie poszłam po wodę i wróciłam siadając obok Langeraka. Zaczęłam z Nim rozmawiać - tak upłynął mi czas do rozpoczęcia drugiej połowy.
Marco 'kiwa się' z obrońcami Bayernu, posyła piłkę pod nogi Auby i ten celnie trafia w lewe okienko wprost nad rękami zdezorientowanego bramkarza rywali. 2:0!
Około 85 minuty zrobiło mi się słabo. Powiedziałam o tym trenerowi a ten odesłał mnie i Mitcha do szatni. Czułam na plecach wzrok Roberta. Kątem oka widziałam jak przerażone dziewczyny zbiegają z trybun. Kolejna fala mdłości - tym razem aż nogi mi się ugięły i gdyby nie Langerak pewnie bym upadła. Złapał mnie pod ramię i posadził na jednym z krzesełek, a następnie podał szklankę wody. Za chwilę przybiegły przyjaciółki.
-Kochana co jest? - Agata przykucnęła i złapała moją zimną dłoń - Jesteś cholernie blada!
-Nnnnie wiem.... - szczeknęłam zębami. - Jakoś dziwnie się czuję.- upiłam kolejny łyk ożywczego napoju.
-Skarbie! - napastnik wpadł do tunelu - Co z Tobą? - usiadł obok mnie i przytulił.
-Już lepiej - uśmiechnęłam się.
-Nabrałaś koloru - Ewa pogłaskała mój policzek.
-Dzięki za pomoc - spojrzałam na nich z wdzięcznością - Wygraliśmy? - zapytałam chcąc zmienić temat.
-Tak. 2:0 - powiadomił mnie narzeczony.
-Super. Piękna bramka - pocałowałam Go.
-Dla Was - pogładził mój brzuch.
-Dziękujemy.
Chwilę później wyszliśmy na murawę, gdzie drużyna świętowała z pucharem w rękach. Krzyczeli jeden przez drugiego, przytulali swoje partnerki i robili zbiorowe 'misie' z Kloppem i zarządem oraz 'selfie' z trofeum. Pogratulowałam Im sukcesu i już miałam wychodzić, ale coś przykuło moją uwagę. W samym rogu ławki rezerwowych Reus i Stachurska prowadzili zawziętą konwersację co chwila się całując. Na ten widok otworzyłam szeroko usta.
-Chodź, to już nie Nasza sprawa - Lewandowski pociągnął mnie za rękę w stronę ścianki, przy której miał udzielić wywiadu. Poszło sprawnie i 10 minut później zmierzaliśmy do szatni. Brunet ogarnął się w miarę szybko i poszliśmy do auta. W drzwi od strony pasażera wetknięta była wyrwana kartka z Dziennika Dortmundzkiego - ktoś ewidentnie zrobił to celowo żebym przeczytała. Wzięłam ją i z pomocą chłopaka wsiadłam do auta. On zajął swoje miejsce i odpalił silnik. Poprosił mnie o odczytanie treści na głos

 MARCO REUS WCIĄŻ ZADZIWIA!
Tuż po wczorajszym treningu Borussii jeden z naszych reporterów zauważył Marco Reusa (25 lat) i Annę Stachurską (26 lat) wychodzących razem z Signal Iduna Park. Wyglądali na zakochanych i nie szczędzili sobie czułości. Czyżby Robert i Marco zamienili się partnerkami?

-Debile - skomentował.
-Też tak uważam, ale niech piszą co chcą i się domyślają - zgniotłam papier.
-Poczekaj pomogę Ci - zauważył, że chcę wysiąść, ale wyglądając jak ciężarówka jest to niemożliwe. Jestem bardzo ciekawa jak będę wyglądać w 9 miesiącu skoro teraz ledwo się ruszam.
-Dzięki - podałam mu dłoń.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem :* Co sądzicie o tym? (Przyjmuję także krytykę)

5 KOMENTARZY=NOWY POST!

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 35 :)

*Następnego dnia.


Obudziłam się o 9 i od razu poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu wsmarowałam w ciało kokosowy balsam i ubrałam się


Zeszłam na dół i przygotowałam jakieś kanapki oraz po szklance odpowiedniego napoju dla chłopaków. Pół godziny później do domu przyszły dziewczyny. Przywitałyśmy się i poszłyśmy obudzić chłopaków. Niechętnie się podnosili, ale niesamowicie garnęli się do wypicia specyfiku. Kiedy się trochę ogarnęli (dobrze, że mamy 3 łazienki) usiedli przy stole i zjedli śniadanie złożone z naleśników z dżemem oraz bitą śmietaną.
-Dziękujemy dobra kobieto - powiedzieli - Niech Ci Pan Bóg w dzieciach wynagrodzi - dodał Roman. Zaśmiałyśmy się z WAG'S (no tak wreszcie wiemy coś o czym Oni nie mają pojęcia).
-Proszę bardzo. Sebastian, Nuri, Mats chodźcie ze mną - kiwnęłam ręką na wymienionych - Kochanie Ty też - złapałam Roberta i poszliśmy do sypialni po aparat. -Oglądajcie - pokazałam Im zdjęcia.
-Ty serio trzymałeś tam rękę? - Kehl miał minę jakby ktoś mu na palec nadepnął.
-Ja nic nie pamiętam - Lewandowski spojrzał błagalnie na mnie.
-Stary będę miał uraz do końca życia! - wydarł się kapitan Borussii - Nie jestem gejem!
-Ja też nie! - nie mogłyśmy z dziewczynami wytrzymać ze śmiechu patrząc na zdezorientowanych chłopaków.
-Już dobra - załagodziła Sila - Nic się nie stało. Dobrze, że tylko tak się skończyła Wasza popijawa - pokręciła głową.


*Kilka godzin później.

-Wychodzę! - zakomunikowałam stając przed moim narzeczonym, który zalegał na kanapie z bólem głowy.
-Gdzie idziesz taka wystrojona? - podniósł lekko głowę zerkając na mój strój


-Muszę coś sprawdzić. Nie martw się - pocałowałam Go i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Kilkanaście minut później byłam u celu podróży. Udałam się do Kliniki Ginekologiczno-Położniczej oddalonej kilka przecznic od Naszego mieszkania. Weszłam do przestronnego korytarza i zarejestrowałam się, a następnie usiadłam na jednym z krzesełek. Po półgodzinie Pani Doktor wezwała mnie do gabinetu. Po przeprowadzeniu krótkiego wywiadu wedle polecenia położyłam się na leżance. Poczułam na brzuchu zimny żel. Przymykając powieki czekałam na jakąś informację.
-Jest Pani w trzecim tygodniu ciąży - oznajmiła patrząc w ekranik aparatu od USG- Proszę się wytrzeć - podała mi ręcznik.
-Wszystko w porządku?
-Jak narazie tak. Za miesiąc proszę przyjść na kontrolne badanie - uśmiechnęła się.
-Dziękuję - wyszłam z gabinetu. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa z ciąży, ale bałam się reakcji Roberta.  Odgoniłam wszystkie myśli i wsiadłam do samochodu. Z parkingu odjechałam z piskiem opon by jak najszybciej znaleźć się w domu i powiadomić o wszystkim mężczyznę.
Już w korytarzu było słychać jak chrapie. Nie chcąc Go budzić zdjęłam buty i poszłam na górę się przebrać. Następnie weszłam do kuchni i wzięłam jabłko oraz szklankę wody. Zasiadłam w fotelu naprzeciw kanapy i otworzyłam gazetę leżącą na blacie szklanego stolika. Byłam już pod koniec artykułu o Bayernie Monachium kiedy napastnik otworzył oczy i leniwie się przeciągnął. Następnie usiadł i zapytał
-Masz mi coś do powiedzenia?
-Tak i to bardzo ważnego. Od tej wiadomości nasze życie diametralnie się zmieni - ostrzegłam.
-Mów.
-Więc jestem w ciąży - odłożyłam gazetę i spojrzałam w jego przerażone oczy.
-Powtórz.
-Jestem w ciąży.
-Łoooo będę ojcem! O matko jak się cieszę! Chodź tu skarbie - pocałował mnie i przytulił - Który tydzień? - dotknął mój brzuch.
-Trzeci.
-Super! Jesteś boska! Kocham Cię! - kolejny raz mnie pocałował.
-Ja też Cię kocham - wtuliłam się  w Niego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kurde straciłam wenę. Podoba Wam się to coś u góry?

Dziękuję za każdy komentarz. Jest dla mnie dużą motywacją :*

5 KOMENTARZY = NOWY POST !