sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 33 :)

*Następnego dnia.
*Klaudia.

-Robert! Polecony do Ciebie! - krzyknęła Iwona.
-Już idę! - posłał mi uśmiech i zniknął na schodach. Usiadłam na łóżku i włączyłam telewizor. Kiedy znalazłam odpowiedni film do pokoju wparował zadowolony napastnik.
-Co stało?
-Przyszedł wreszcie ten list! Miesiąc na niego czekałem! - wziął mnie w ramiona i zaczął obracać wokół własnej osi.
-Jaki list? O co Ci chodzi?
-List uznający mój ślub za nieważny. Z sądu biskupiego. - odstawił mnie i pocałował.
-Aha no to świetna wiadomość - zabrałam mu kopertę i otworzyłam. -Trzeba było najpierw przeczytać a potem się cieszyć - mruknęłam po zapoznaniu się z treścią.
-A co ślub nadal jest ważny? - z wrażenia usiadł na krześle.
-Nie, ale gdyby był a Ty byś się cieszył to co wtedy?
-I tak bym wziął ten ślub i tak. Nic by mi nie przeszkodziło.
-Ty byś wziął czy My byśmy wzięli?
-My - kolejny raz się uśmiechnął - Chodź na dół, bo obiad jest.
Po skończonym posiłku  pomagałam Mamie Roberta w kuchni.
-Co tam w ogóle u Pani? - wzięłam kolejny talerz i położyłam go na suszarce
-Żadna Pani mów mi Mamo - posłała mi ciepły uśmiech.
-Nie wiem czy mogę.... - zawahałam się.
-Zrobisz mi tym przyjemność - przytuliła mnie - Super jest mieć taką synową. O lepszej nie mogłam marzyć.- cały czas była w znakomitym humorze. Później opowiedziała mi jak to było przez niecały rok małżeństwa Ani i Roberta. Narzekała na karateczkę, że gdy tylko przyjechała w lodówce był pełno jakiś dziwnych 'niby' zdrowych produktów typu mleko sojowe, chleb razowy czy wreszcie owoce i warzywa o wymyślnych nazwach. Trochę nieswojo się czułam, ale nie dałam po sobie tego poznać - Wiesz dziś Milena z narzeczonym wpada! - powiedziała na koniec.
-Super! Stęskniłam się za Nią. - w tym momencie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Mama poszła otworzyć.
-Cześć Mamuś. Robert i Anka są? - zapytała patrząc na korki piłkarza stojące w rogu.
-Cześć kochanie. Robert i Klaudia - poinformowała zaskoczoną córkę.
-Niemożliwe! Oni znów razem? Wołaj Ich! - uradowała się.
-Tu jesteśmy! - krzyknęłam z salonu.
-Kochana moja! - Milena wpadła do salonu i wyściskała Nas oboje - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że y znów razem! A kiedy ślub? - szczebiotała jak najęta.
-Jeszcze nie wiemy - odpowiedzieliśmy chórem.
-O proszę jak zawsze zgodni. Klaudia poznaj mojego narzeczonego - wskazała na faceta stojącego tuż za Nią.
-Mateusz* - podał mi dłoń.
-Klaudia. Miło mi - odwzajemniłam gest.
-No Robercik piękną masz dziewczynę - zwrócił się do klubowej 9.
-Mam najpiękniejszą NARZECZONĄ pod słońcem - powiedział podkreślając słowo narzeczona.
-Zaręczyliście się już?
-Tak.
-No to gratulacje. Wasza dwójka nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
-Dobrze Kochani chodźcie na kolację - Iwona wgoniła Nas do kuchni.
Przy stole siedzieliśmy około pół godziny. W tym czasie zdążyłam się nieźle zdenerwować na narzeczonego Mileny. Cały czas się dziwnie patrzył, a oczy to miał jak 5 złotych dosłownie. Nic dziwnego, że Robert w pewnym momencie posłał mu wściekłe spojrzenie i położył rękę na moim udzie. Zerknęłam wtedy na Niego pełnym miłości spojrzeniem i już wiedziałam, że nie jest zły na mnie. Skutecznie podziałało to na Mateusza, bo przestał się gapić i zaczął rozmawiać z przyszłą żoną i teściową.

-Wiesz co nieźle mnie wnerwia ten facet. Mam ochotę mu przylać - powiedział kiedy byliśmy już w sypialni.
-Mnie też, ale za to doskonale wskazałeś jego słaby punkt kładąc rękę na moim udzie - stwierdziłam zakładając piżamę.


-Milena też to zauważyła i pewnie dlatego tak szybko pojechali - poprawił poduszki i położyliśmy się na łóżku.
-Co powiesz na jakiś film? - zmieniłam temat.
-Myślę, że to dobry pomysł. Wkręceni? - wstał podszedł do półki z płytami
-Jak najbardziej. Zejść po coś do jedzenia?
-No idź idź a ja włączę laptop.
Zeszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Wzięłam z niej czekoladę i schłodzoną wodę. Z szafki wyjęłam dwie szklanki, chipsy i żelki. Położyłam wszystko na drewnianej tacy i wróciłam na górę. Robert już czekał, komputer był odpowiednio ustawiony. Usiadłam obok narzeczonego i położyłam między Nami wyżej wymieniony prowiant. Do późnej nocy oglądaliśmy filmy, a dzięki zabawie jedzeniem nasze łóżko zamieniło się w pole bitewne. Było miło i na chwilę zapomnieliśmy o wszystkich troskach. Bardzo nam to pomogło,a  takie wieczory musimy organizować częściej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Imię zmyślone, bo nie wiem jak ma na imię mąż Mileny Lewandowskiej. :)

5 KOMENTARZY= NOWY POST! :)

Pozdrawiam :*


czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 32 :)

*2 dni później.
*Klaudia.

-Wszystko mamy? - zapytałam stojąc przed taksówką.
-Tak. Wsiadaj - otworzył mi drzwi, pomógł wsiąść, a sam zajął miejsce po drugiej stronie.
-Dokąd kurs? - zapytał taksówkarz zerkając na Nas.
-Na lotnisko - odpowiedział mój narzeczony.
-Robert Lewandowski.... To naprawdę Ty? - mężczyzna zrobił wielkie oczy i otworzył szeroko usta.
-Tak to ja - zaśmiał się brunet.- A teraz jedźmy bo spóźnimy się na lot do Polski. Jak masz na imię?
-Marcin.
-O widzę, że również Polak - posłałam chłopakowi przyjacielski uśmiech.
-Pochodzę z Krakowa - odpowiedział skręcając w prawo.
-Proszę to dla Ciebie - Lewy podał mu kartkę ze zdjęciem i autografem oraz klubową koszulkę. 
-Dziękuję bardzo - wziął wymienione rzeczy - Jesteśmy na miejscu. Udanego wyjazdu życzę - uścisnął nasze dłonie i odjechał.
-A teraz biegiem. bo nie zdążymy. Zostało 10 minut. - wziął walizki i ruszyliśmy pędem w stronę terminalu skąd odlatywały samoloty do Polski. Zdążyliśmy na styk. Zziajani zajęliśmy miejsca w przedostatnim rzędzie.
-Jak wrócimy do Niemiec to oprócz pracy znajdę czas na bieganie.
-Będziemy razem biegać - pocałował mnie w policzek.
-Okej. Posłucham muzyki - włożyłam do uszu nowe słuchawki i włączyłam ulubioną playlistę. Robert w tym czasie pisał coś na swoim Instagramie.


3 godziny później po lekkich problemach wylądowaliśmy na warszawskim  Okęciu. Kolejny raz wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy pod dom Jego Mamy. No nie powiem, że nie byłam zdenerwowana, bo byłam i to tak, że aż trzęsły mi się ręce. Mój strach osiągnął apogeum przed bramą rodzinnej posiadłości Lewandowskich.
-Dzień dobry Kochani. Jak podróż? - na powitanie wyszła Nam rodzicielka Lewusa.
-Cześć Mamo. Bardzo dobrze. Przywiozłem Ci niespodziankę! No Klaudia chodź! - popchnął mnie do przodu, bo w przeciwnym razie nigdy bym zza Niego nie wyszła.
-Klaudunia! O Matko Boska, ale pięknie wyglądasz! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to jednak Ty z Nim jesteś, bo ta Anna... - zaczęła, a ja westchnęłam. Całe napięcie od razu ze mnie uleciało i pozwoliłam poprowadzić się do mieszkania. Mój narzeczony podążał z tyłu delikatnie się uśmiechając.

-Niewiele się tu zmieniło od mojego ostatniego pobytu - rozłożyłam się na łóżku w naszej tymczasowej sypialni


-o masakra moje plecy - jęknęłam.
-Był tylko jeden remont w kuchni i salonie. Może masaż?
-O niczym innym nie marzę - odwróciłam się na brzuch, a on zajął wygodne miejsce i zaczął masować moje plecy.
-Mmmmm.... Jaka ulga....
-Podoba Ci się?
-Bardzo - zadrżałam , gdy pocałował moją szyję. Przekręciłam się i złożyłam namiętny pocałunek na Jego ustach.
-Dzieci mogę? - w tym momencie miałam ochotę uszkodzić Iwonę. Zawsze wie w jakiej chwili powinna wejść do pokoju lub zapukać. Chłopak zszedł ze mnie i poprawił ubranie mówiąc
-Jasne.
-Słuchajcie macie ochotę pojechać do supermarketu po zakupy?
-Dobrze. Za 15 minut będziemy na dole. - zadecydowałam za naszą dwójkę.

-Samochód tam gdzie zawsze? - zapytałam.
-Mhm. Nie ma to jak stare dobre audi.
-W dodatku zielone - zaśmiałam się zajmując miejsce  pasażera -Jedziemy do tego sklepu co zawsze?


-Tak nie ma co dalej jechać, bo musimy na kolację zdążyć.
-Ten tylko o żarciu.... Od rana do nocy - westchnęłam - Powiedz gdzie Ci się to wszystko mieści?
-Może mam lokatora w brzuchu?
-Nie zdziwiłabym się - chwila cisza i gromki śmiech. Z Nim nie można się nudzić, zawsze coś odwali.
W sklepie wręcz napadła na nas zgraja 'hotek', bo fanki to to nie były. Krzyczały jak debilki i piszczały. Piłkarz rozdał szybko kilka autografów i zrobił z nimi zdjęcia. Jedna z nich popatrzyła na mnie i powiedziała
-To Ty jesteś tą szmatą rozwalającą cudze związki.
Już otwierałam usta żeby jej odpowiedzieć,ale wyręczył mnie napastnik
-Małżeństwo? Nie bądź śmieszna. To jest Klaudia, a nie szmata i przynajmniej jest ładniejsza, a nie tak jak Ty. Twój facet pewnie chodzi w worku na głowie, oczywiście o ile go masz idiotko - po tych słowach odszedł zostawiając osłupiałą dziewczynę na środku przejścia.
Szybko dokończyliśmy zakupy i wróciliśmy do domu. Zamknęłam się w łazience, a potem położyłam na łóżku. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.

*Robert.

Po powrocie z supermarketu rozpakowałem wszystkie siatki i poszedłem poszukać Klaudii. Okazało się, że śpi.


Przykryłem Ją kocem i wróciłem na dół, bo Mama chciała ze mną porozmawiać o dziewczynie i innych sprawach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Było ponad 5 komentarzy, więc macie nowy wpis. :)

5 komentarzy - nowy rozdział ! :))

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 31 :)

*Klaudia.

-Aaaaaaaaaaaaa! To niemożliwe! On musi żyć! - tak krzyczałam że aż się obudziłam. Robert siedział na skraju łóżka dziwnie blady - Co jest? - zapytałam.
-A Tobie?
-Śniło mi się że Mario nie żyje i że Maro przyszedł się pogodzić.
-W takim razie mieliśmy ten sam sen - stwierdził.
-Może to jednak nie sen? - zapytałam sięgając po szajsunga. Wybrałam numer Mario.
-Halo? odebrał po kilku sygnałach.
-Götze? Wszystko okej?
-Tak - odpowiedział z nieukrywanym zdziwieniem.- A bo co?
-Nic. Pa - rozłączyłam się.
-I? - Robert wstał z łóżka  i odsunął rolety wpuszczając do pokoju blade światło poranka.
-Żyje - odetchnęłam z ulgą. Weszłam do łazienki, umyłam się, umalowałam i związałam włosy. Owinięta w puszysty ręcznik wróciłam do sypialni. Znalazłam odpowiedni zestaw



i zeszłam do kuchni. Przygotowałam sałatkę grecką


i kawę dla Lewandowskiego. Sobie zrobiłam malinową rozgrzewającą herbatę, bo troszeczkę się przeziębiłam.
-Jedziemy na SIP? - spojrzałam na bruneta popijającego czarny napój.
-Za pół godziny - odpowiedział dla odmiany z ustami pełnymi pomidorów.
-Okej - wstałam i sprzątnęłam po sobie,a  następnie usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Nie był nic szczególnego, więc bez zastanowienia zostawiłam na powtórce wyścigu Formuły 1. Tak się w to wciągnęłam, że gdyby nie Lewy zostałabym przed odbiornikiem.
-Jedziemy - mruknął mi do ucha. Podniosłam się, wyłączyłam program i ruszyliśmy do wyjścia. Mężczyzna otworzył mi drzwi swojego nowego sportowego auta


i zajął miejsce od strony kierowcy. 20 minut później zaparkowaliśmy na stanowisku numer 9. Napastnik pocałował mnie i udał się do szatni. Ja poszłam na murawę w celu wybadania sytuacji dotyczącej zdjęć.
-Witam trenera! - przywitałam się z Czarodziejem z Dortmundu - Mam dziś robić fotki?
-Cześć! - uściskał mnie - Niekoniecznie. Tyle tego mamy, że możesz odpocząć.
-Dziękuję - usiadłam na ławce i zaczęłam przyglądać się trenującym (to za dużo powiedziane) Pszczółkom.

*Kilkanaście godzin później.

Przebudziłam się około 2 w nocy, bo zachciało mi się pić. Mój narzeczony przebywał w salonie z laptopem na kolanach.
-Mogę wiedzieć co robisz tu o tej porze sprawdzając coś w internecie?
-Rezerwuję bilety na lot do Polski - odwrócił się do mnie.
-Mogę się przyłączyć?
-Jasne siadaj - wskazał ręką miejsce obok.
-To kiedy lecimy? - zapytałam patrząc w ekran komputera.
-22- powiedział.
-A dziś jest 20, więc zostały 2 dni i Ty mówisz o tym tak spokojnie?
-A to mam krzyczeć?
-Nie o to chodzi.. Liczyłam na to, że za tydzień albo dwa dopiero...
-Boisz się?
-Nie - opuściłam głowę.
-Nie kłam - ujął mój podbródek i zmusił do spojrzenia w oczy. Zapewne ujrzał w nich strach, może nawet coś więcej.
-Jestem przerażona perspektywą konfrontacji z panią Iwoną - mój głos lekko zadrżał.
-Kochanie spokojnie. To nic strasznego. Pamiętasz jak Cię lubiła? Wiesz, że nadal o Ciebie wypytuje jak do Niej dzwonię- powiedział.
-Serio?
-Tak i już nie wymyślaj - przytulił mnie. - Jedziemy za 2 dni!
-Okej. Wracamy do łóżka! - zakomunikowałam.
-Bardzo interesująca propozycja i chyba wcielę swoje niecne zamiary w życie...-mruknął zamykając laptop.
-Wiedziałam, że chcesz iść spać - wstałam i ruszyłam w stronę schodów.
-Ej! - jęknął - A już myślałem, że wiesz... - powiedział kiedy przykrywałam się kołdrą.
-To źle myślałeś. Dobranoc - pocałowałam Go w usta i odwróciłam się plecami.
-Dobranoc - przytulił mnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Buuuu! Jak Wam się podoba taki obrót spraw? :)
Uaktywnijcie się, bo nie wiem co o tym sądzicie.

Borussia-Śląsk Wrocław 3:0 Gratuluję Pszczółkom! ♥ A co do kibiców zostawię to bez komentarza.

5 komentarzy=nowy rozdział!


Taki szantaż xD
Pozdrawiam :*



niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 30 :)

Życie to taki dziwny teatr, gdzie tragedia miesza się z farsą,
scenariusz piszą sami aktorzy
i nigdy nie wiadomo kiedy otworzy się zapadnia.



*Tydzień później.
*Robert*

To właśnie dziś jest dzień pogrzebu Mario. Na uroczystość zjechała się cała rodzina, przyjaciele, znajomi, członkowie zarządu Bayernu i Borussii. Wszyscy tak samo smutni, nieobecni duchem... Ja również mimo tych kilku dni od Jego śmierci  nie mogę się z tym pogodzić.
-Jesteś gotowy? - Klaudia weszła do sypialni ubrana na czarno. Lekkim makijażem starała się ukryć cienie pod oczami i ślady po łzach jednak efekt był niewielki.
-Tak - uśmiechnąłem się blado i wstałem z łóżka.
-To chodźmy. Już czas - chwyciła moją dłoń, wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do auta. Bez słowa sprzeciwu zająłem miejsce pasażera.
Pod kościołem byliśmy 20 minut później. Przywitaliśmy się z resztą i udaliśmy do kościoła zajmując miejsce w jednej z ostatnich ławek. Przed ołtarzem na katafalku stała czarno-srebrna trumna, naokoło leżały wieńce i czerwone róże. Na ten widok łzy same napłynęły mi do oczu. Odwróciłem się i spostrzegłem, że zaraz za naszą ławką stoi Marco. Czarny garnitur doskonale podkreślał Jego blade policzki, po których płynęły słone krople.
Po chwili rozpoczęła się uroczystość. Na koniec miałem wygłosić krótką mowę. Po odczytaniu nazwisk wszystkich zebranych powiedziałem zwracając się w szczególności do Zmarłego
-Twoja nagła i nieoczekiwana śmierć zostawiła wielką pustkę w tych, którzy Cię kochali. W Naszych sercach zawsze będzie Twoje żywe wspomnienie - zawiesiłem głos patrząc na Reusa - Odszedłeś cicho i bez pożegnania. Jak ten, który nie chce swym odejściem smucić. Jak ten, który wierzy w chwili rozstania, że ma niebawem z dobrą wieścią wrócić... - zakończyłem i usiadłem obok mojej narzeczonej.
Z kościoła udaliśmy się na cmentarz, a później do domu. Dziewczyna w korytarzu zdjęła płaszczyk i położyła się na kanapie.
-Źle się czujesz? - zapytałem siadając obok.
-Bardzo. Nie mogę się pogodzić z tym, że już Go więcej nie zobaczę.
-Ja też. Był moim najlepszym przyjacielem...
-Jak my sobie poradzimy?
-Będzie ciężko, ale czas leczy rany. Wiesz pomyślałem, że moglibyśmy wybrać się do Polski do mojej mamy - zmieniłem temat.
-Okej - podniosła się lekko i oparła na łokciu - Kiedy?
-Może w przyszłym tygodniu?
-No dobrze - położyła się i przymknęła oczy.
Przykryłem ją kocem i postanowiłem się przebrać, a następnie zrobić coś do jedzenia. W pewnej chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Kiedy je otworzyłem nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
-Co Ty tu robisz?
-Cześć, przyszedłem pogadać. Mogę? - przywitał się.
-Jasne, wchodź - przepuściłem Go w drzwiach i zaprosiłem do salonu. Usiadł w fotelu i spojrzał na śpiącą dziewczynę. Miała pierścionek na palcu. Zauważyłem, że to temu elementowi poświęcił najwięcej uwagi.
-Czy Wy...?
-Tak, planujemy ślub - odpowiedziałem, bo znałem treść pytania.
-Ja przyszedłem Was przeprosić.
-Możemy spróbować naprawić nasze relacje, w końcu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi blondasku - uśmiechnąłem się obejmując przyjaciela - może się czegoś napijesz? zaproponowałem.
-Może być woda.
Przyniosłem mu pożądany napój i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnej chwili Klaudia obudziła się
-Marco... A co Ty tu robisz? - przeciągnęła się i poprawiła włosy.
-Przyszedłem przeprosić. Z Robertem już załatwiłem, teraz czas na Ciebie.
Spojrzałem na Jej twarz. Przybrała kamienny wyraz jednak wiedziałem, że jest bardzo zdziwiona i wściekła.
-Ja mam przebaczyć Ci Twoją zdradę?! Na głowę upadłeś?! - wybuchnęła.
-Ja myślałem, że upłynęło dużo czasu i mi wybaczysz..
-Człowieku weź się ogarnij!
-Przecież ja Ci nic nie zrobiłem! - zaczął się bronić i to był błąd. Spotęgował tylko złość dziewczyny.
-Nie wcale! Ja się obściskiwałam z plastikiem na zapleczu?! Ja?! Odpowiadaj jak pytam!
-Dobrze, ja to zrobiłem, ale teraz żałuję i chcę żebyś mi wybaczyła.
-To, co Ty chcesz jest aktualnie mało ważne.
-Kochanie możemy chwilę porozmawiać na osobności? - przerwałem ich wymianę zdań. Posłusznie wstała i udaliśmy się na górę. Zamknąłem drzwi i usiedliśmy na łóżku.- Słuchaj nie zachowuj się tak. On przyszedł skruszony, zrozumiał swoje postępowanie i uważam, że powinnaś mu wybaczyć albo spróbować poprawić Wasze relacje.
-Ja tak nie mogę, za bardzo mnie zranił.
-Chociaż spróbuj.... Proszę, zrób to dla mnie - złapałem Ją za ręce.
-Dobrze - uległa mojemu spojrzeniu i się zgodziła.

-Wybaczam Ci - powiedziała, gdy tylko znaleźliśmy się na dole.
-Serio?
-Tak. Masz kredyt zaufania. Postarajmy się odbudować przyjacielskie relacje - podała Mu dłoń.
-No okej. Dziękuję - uśmiechnął się - Ja już się będę zbierał. Cześć Wam.
-Cześć - odpowiedzieliśmy równo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to wszystko u góry, za śmierć Mario... ale tak chciałam od początku. Gdy pisałam rozdział płakałam a uwierzcie mi, że rzadko okazuję swoje emocje.....
Macie mały spam z Marianem :)

















środa, 30 lipca 2014

Rozdział 29 :)

*Retrospekcja*

Kiedyś obiecałem, że nigdy Was nie zostawię,
tylko powiedz dlaczego nie przewidziałem tego...

-To teraz prosto do Monachium czy jeszcze wpadamy do Ciebie? - brunet zajął miejsce pasażera i wrzucił torbę na tylne siedzenie.

-Prosto do Frajernu - zaśmiał się Mario i odpalił silnik.
Kilka minut jeździli po bocznych uliczkach Dortmundu, a kiedy wyjechali na autostradę nagle zaczął padać deszcz. Włączyli radio, ale prawie go nie słuchali, bo rozmawiali o Klaudii.


Jechali już około kilku godzin. W pewnej chwili Götze zaczął ziewać okazując w ten sposób swoje zmęczenie. Mimo to jechał coraz szybciej i szybciej.
-Może ja Cię zmienię? - zapytał brunet spoglądając na  licznik. Widniało na nim 200 km/h.
-Spokojnie już niedaleko - uśmiechnął się szatyn.
-To chociaż zwolnij, bo obiecałeś coś Klaudii.
-Oj tam! Ona nie musi wiedzieć ile mieliśmy na liczniku. Szybciej dojedziemy i tyle.
-Chyba na cmentarz.
-Nawet tak nie żartuj! - klubowa 10 zmieniła stację w radiu  i przez chwilę była cisza.
-Nie wydaje Ci się, że ten przed nami dziwnie jedzie?
-Masz rację, coś jest z nim nie tak. Zwolnię trochę.
Nagle mężczyzna, na którego już wcześniej zwrócili uwagę, stracił panowanie nad autem. Rozległ się huk, a potem zapanowała straszna cisza, którą ogarnęła nieprzenikniona ciemność.
*Koniec retrospekcji*

*W tym samym czasie w Dortmundzie*
*Oczami Klaudii.

Staram się zrozumieć co takiego jest w Nas,
że nie boimy się wbrew rozsądkowi gnać...

Kiedy chłopaki odjechali włączyłam radio i zabrałam się za porządki w garderobie. Zdecydowanie musiałam oddać komuś minimum połowę swoich rzeczy. Śpiewałam właśnie Like a drum kiedy nagle przerwano muzykę i nadano komunikat
UWAGA KIEROWCY JADĄCY TRASĄ DORTMUND-MONACHIUM! KARAMBOL NA 60 KILOMETRZE! RUCH JEST UTRUDNIONY!
Postanowiłam zadzwonić do Roberta. Próbowałam kilka razy jednak ten nie odbierał. Telefon Mario również milczał. Po chwili odłożyłam komórkę i usiadłam na kanapie. Bardzo chciałam uwierzyć, że nic Im nie jest, a ten cały wypadek zdarzył się zanim tam dojechali. Może nie odbierają, bo udzielają pierwszej pomocy? Cholera, a może sami są poszkodowani? Próbowałam zebrać myśli, ale w mojej głowie wciąż kołatały się słowa 'karambol na 60 kilometrze...'

*Oczami narratora.

Tymczasem na miejscu wypadku trwała akcja ratownicza. W sumie zderzyło się 15 samochodów i jedna ciężarówka. Na samym środku znajdowało się auto piłkarza. Od strony kierowcy było całkowicie zmiażdżone. Okazało się, że chłopak był w bardzo złym stanie, Jego twarz zalała krew, a w ciało wbiły się pasy. Natychmiast zabrano Go do szpitala. Z Robertem było o wiele lepiej. Miał lekko poharatane policzki i problemy z oddychaniem. Kiedy został położony  na noszach wyszeptał
-Moja narzeczona... Proszę zadzwonić do Klaudii... - i stracił kontakt z rzeczywistością.

Kilka godzin później obudził się w dziwnym miejscu. Białe światło odbijające się od ścian raziło tak, że szybko zacisnął powieki . Czuł pulsujący ból w skroniach i na twarzy; czuł wszystkie kości; niemiłosiernie piekło Go w gardle; nie wiedział jak się tutaj znalazł. Jednak było to tylko chwilowe zaćmienie. Po chwili do sali weszła pielęgniarka. Zapytał  co się stało i gdzie jest Mario, ale informacja którą otrzymał była nieoczekiwana.
-Pan Götze nie żyje - powiedziała zerkając w kartę i potem wyszła.
Pierwszy raz od bardzo dawna zaczął płakać. Dlaczego Mario? Dlaczego teraz? Przecież mógł jeszcze tyle osiągnąć, szczególnie dzięki karierze w Borussi. Ale nie.... Wtem do sali wpadła Klaudia., przytuliła narzeczonego i również zaczęła płakać.
-Klaudia... Mario... On... Nie żyje.. - wydukał.
-Wiem... Obiecał mi, że Ty wrócisz w jednym kawałku...- zawiesiła głos- I słowa dotrzymał - spojrzała  na wschodzące na horyzoncie słońce.

Życie jest cieniem ruchomym jedynie, nędznym aktorem, który przez godzinę
 pyszni i miota się po scenie, aby za chwilę umilknąć na zawsze.
Jest bajką opowiedzianą przez głupca pełnego furii i wrzasków, które nic nie znaczą.
~ Wiliam Szekspir~



wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 28 :)

*Robert.

-No to co Cię sprowadza? - zapytałem przechodząc do kuchni.
-Chciałem zapytać czy masz jutro czas pojechać ze mną  do Monachium po resztę rzeczy. - usiadł przy stole.
-Zapytam Klaudii i oddzwonię.
-Właśnie..... Kiedy jesteśmy  w temacie Klaudii ... - zawiesił głos. - Widzę, że ostro było! - spojrzał na moje podrapane plecy.
-Idiota - parsknąłem śmiechem.
-No przyznaj się! - również zaczął się śmiać.
-Och no dobra - zrezygnowałem - spokojnie to dziś nie było. A Ty się nie powinieneś  się już zbierać? - popchnąłem Go do korytarza.
-No w sumie. To cześć i oddzwoń albo napisz jak Piękna wyrazi zgodę na Twój wyjazd - pożegnał się i wyszedł.

-I co chciał? - zapytała dy wróciłem do sypialni.
-Żebym jutro jechał z Nim do Monachium po rzeczy.
-Mam nadzieję, że nie odmówiłeś?
-Powiedziałem, że najpierw zapytam Ciebie - spojrzał na mnie.
-Możesz jechać kochanie - uśmiechnęła się.
-Na pewno?
-Tak.
-To ja napiszę i idziemy spać - wziąłem do rąk telefon i wystukałem smsa.
-Dobranoc - powiedziała kiedy przytuliłem Ją przyciągając do siebie.
-Dobranoc słońce.



*Następnego dnia.
*Klaudia*

Wstaliśmy w okolicach 9 i po szybkim śniadaniu udaliśmy się na SIP. Kiedy Robert wszedł do szatni postanowiłam na Niego poczekać. Oparłam się o ścianę i przeglądałam galerię w telefonie. Nagle drzwi się otworzyły, a ja nie podnosząc głowy zapytałam
-Co tak szybko kochanie?
-Ja zawsze jestem szybki - powiedział, a moje serce na moment zamarło.- Zatkało Cię? Może udzielić pierwszej pomocy? - zaczął się śmiać.
-Nie Reus. Poradzę sobie. Po prostu szkoda słów na takiego idiotę jak Ty. Idź do tego swojego plastika. Może Ona Cię zrozumie - odparowałam.
-Ona nie..... - zaczął.
-Spadaj! - odwróciłam się do Niego plecami.
I wtedy ktoś złapał mnie za biodra
-Puść mnie! Nie rozumiesz kretynie jeden?! - krzyknęłam.
-Nie tak ostro kicia - Lewandowski pocałował mnie w szyję zostawiając mokry ślad.
-Boże przepraszam.... Myślałam, że to... A zresztą nieważne. Chodź do chłopaków - złapaliśmy się za ręce i powoli wyszliśmy ciemnym tunelem wprost na murawę.
Kiedy już się tam znaleźliśmy przywitałam się z Nimi, pocałowałam bruneta w usta i udałam się na trybuny.
-Cześć kochane ! - uścisnęłam Agatę, Ewę i Lisę.
-Witaj skarbie - odwzajemniły gest.
Dziewczyny były jedynymi z WAG'S, z którymi się zaprzyjaźniłam dlatego nasze rozmowy zawsze były długie, ciekawe i na każdy temat.
-Pokaż co masz na palcu - Aga zwróciła uwagę na pierścionek zaręczynowy.
-Ni nic  - próbowałam ukryć dłoń.
-No ale dawaj - zaśmiała się - Czy to jest to o czym ja myślę?
-No ja nie wiem o czym Ty myślisz....
-Czy obecny na treningu Robert L. poprosił Cię o rękę? - no tak domyślna Błaszczykowska. Nic się przed Nią nie ukryje. I pomyśleć, że dopiero co urodziła Lenę a tak promienieje i nawet nie jest zmęczona.
-No dobra wczoraj na kolacji zapytał czy zostanę Jego żoną no to się zgodziłam...
-Super!
-Cudownie!
-Gratulacje! - zaczęły się przekrzykiwać i przytulać do mnie zwracając tym uwagę wszystkich obecnych kibiców oraz samych piłkarzy.
-Ciszej! - lekko je skarciłam. - Nie wszyscy muszą wiedzieć.
-A kiedy ślub? - Lisa usiadła wreszcie na wcześniej zajmowanym miejscu.
-Nie wiem. Dopiero mamy ustalić.
-Aha... Ej ale Ty nie masz sukni! Musimy się udać na shopping!- zadecydowała żona klubowej 16.
-To się jeszcze zmówimy na konkretny dzień - uśmiechnęłam się. - I Wy też musicie coś sobie kupić.
-Najpierw panna młoda potem reszta towarzystwa. - zarządziła Ewa.
-Tak jest pani kapitan! - zasalutowałam wywołując atak śmiechu u przyjaciółek. Wolnym krokiem ruszyłyśmy w stronę wyjścia ze stadionu, bo chłopaki skończyli już trening.

Na podziemnym parkingu serdecznie pożegnaliśmy się z resztą i wsiedliśmy do auta.
-Co to za krzyki radości na trybunach? - piłkarz przerwał ciszę.
-A powiedziałam Im, że planujemy ślub.
-Po co? Przecież to nasza sprawa - ton Jego głosu stał się szorstki i nieprzyjemny.
-Myślałam, że mogę Je o tym poinformować. W końcu są moimi przyjaciółkami.
-Żartuję przecież - znowu stał się miły - Dobrze zrobiłaś. To teraz my musimy się zmobilizować i coś ustalić wreszcie.
-Zabieramy się za to od jutra? - zapytałam gdy parkował na podjeździe.
-Tak chyba będzie najlepiej - chwycił moją dłoń


Następnie otworzył drzwi od domu i przepuścił mnie w drzwiach.
Zrobiłam obiad, a kiedy Go zjedliśmy usiedliśmy na kanapie z zamiarem  obejrzenia jakiejś komedii. Nagle Lewandowskiemu zadzwonił telefon. Bez słowa spojrzał na wyświetlacz i wyszedł.
-Kochanie.... - zaczął niepewnie kiedy wrócił.
-Co tam? - zapytałam nie odrywając wzroku od telewizora.
-No bo ja....
-Pewnie coś popsułeś - przerwałam Mu.
-Nie - zaczął się śmiać. - Po prostu Mario zaraz ma tu być, bo jedziemy do tego Monachium.
-Wiem, przecież wczoraj to ustaliliśmy.
-Tylko, że najwcześniej wrócimy pojutrze.
-Okej. Nie ma problemu.....
-Siema piękni i młodzi! Gotowy jesteś? - naszą wymianę zdań przerwał Götze.
-Tak możemy jechać - odprowadziłam Ich do drzwi i pożegnałam życząc udanej podróży.
-Mario bądź ostrożny -nie wiem dlaczego powiedziałam to zdanie. Miałam jakieś dziwne przeczucie, że coś się stanie.
-Spoko mała! Odwiozę Go w jednym kawałku. - dostałam jeszcze po buziaku, pomachali mi na pożegnanie i odjechali.
Nie wiedziałam jeszcze, że było to ostatnie spotkanie z jednym z Nich.

____________________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!



sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 27 :)

*Klaudia.

Następnego dnia obudziłam si o 9. Poszłam do łazienki, po szybkim prysznicu ubrałam się, umalowałam i zeszłam na dół gdzie Robert kończył robić śniadanie.
-Cześć przystojniaku.
-Hej koteczku - skradł mi buziaka.
Po skończonym posiłku wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę szpitala. Od razu poszłam do swojego lekarza, a po kontroli ze skierowaniem w ręku do gabinetu zabiegowego na zdjęcie opatrunku.
-Wreszcie się pozbyłam tego piekielnego bandaża zaśmiałam się wychodząc z budynku.
-Od razu jesteś chudsza - zażartował brunet.
-I tak jestem gruba więc co mi to dało?
-Ty jesteś gruba?! - prawie zachłysnął się powietrzem - pokaż w którym miejscu.
-O tutaj i tu też - wskazałam na brzuch i nogi - o tyłku nie wspomnę.
-O nie nie tyłek zostaw w spokoju. Nikt nie ma tak seksownego jak Ty!- stwierdził.
-Mówisz tak, bo jesteś moim chłopakiem.
-Wcale nie
-Wcale tak
-Ty uparta kobieto! Za Twoim tyłkiem ogląda się połowa mężczyzn na tym świecie. Zaczynam być zazdrosny o każdego który Cię mija.
-Oni się za Tobą oglądają, bo jesteś sławny ciołku.
-Tak se tłumacz - prychnął.
-Cicho już - ucięłam - Jest wiele ważniejszych tematów niż mój tyłek.
-A mianowicie? - zainteresował się.
-Jak mam się ubrać na dziś?
-W ładną sukienkę.
-No okej, ale gdzie idziesz? Dopiero weszliśmy do domu. - zdziwiłam się.
-Na trening - spojrzał na mnie co najmniej jak na samobójcę, który spadł z 10 piętra i nic mu się nie stało.
-A torba sklerotyku?
-Patrz byłbym zapomniał! Dzięki. Wracam około 14, przebiorę się i będziemy wychodzić.
-Jane, pa.
-Pa - przytulił mnie i wyszedł oczywiście trzaskając drzwiami.
Postanowiłam zrobić obiad , a potem poszłam poszukać jakiejś kiecki na dziś.
-I co ja na siebie założę? - jęknęłam stając przed szafą.

Kiedy Lewy wrócił w treningu byłam już prawie gotowa. Po długim czasie wybrałam taki zestaw

  

oraz fryzurę. W międzyczasie poprawiłam makijaż.
-I jak możemy iść? - stanął przede mną ubrany w garnitur.
-Tak - założyłam szpilki.
Otworzył mi drzwi od taksówki i pojechaliśmy do restauracji.

Po złożeniu zamówienia kelner przyniósł szampana.
-A z jakiej to okazji?
-Cierpliwości kochanie. Zaraz się wszystkiego dowiesz.
Denerwowałam się, bo nienawidziłam tajemnic i niespodzianek. Dla mnie wszystko musiało być jasne. Kiedy stwierdził, że teraz już możemy przejść do sedna dzisiejszej kolacji odetchnęłam z ulgą. Chłopak wstał i odwrócił się tyłem, a kiedy znów na mnie spojrzał w ręku trzymał czerwone pudełeczko w kształcie serca.
-Klaudio - uklęknął - wiem, że nie jesteśmy razem zbyt długo, ale mamy staż sprzed kilku lat, więc mam pytanie. Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?
Martwa cisza. W mojej głowie tysiące myśli. Zgodzić się czy wręcz przeciwnie? Wrócić do Reusa?
-Tak! - powiedziałam w końcu.
Wsunął mi pierścionek na palec i pocałował. Szczęśliwi zjedliśmy kolację i wróciliśmy do domu.

-Jesteś taka piękna - zaraz po zamknięciu drzwi przycisnął mnie do ściany i zaczął całować po szyi. Był trochę za bardzo nachalny, ale podobało mi się to. Powoli nasze ubrania lądowały to na schodach do na podłodze czy innych meblach, a my kierowaliśmy się do sypialni. Kiedy się tam znaleźliśmy rzucił mnie na łóżko i zębami odpiął stanik. Nasze ciała idealnie współpracowały, szybko odnaleźliśmy wspólny rytm. Języki wirowały w szaleńczym tańcu, a nam ciągle było mało. Byliśmy bardzo spragnieni siebie.
Po wszystkim opadliśmy zmęczeni na łóżko.

-Jutro mam być na treningu? - uspokoiłam oddech.
-Obowiązkowo. Trzeba się pochwalić nowym etapem związku.
-Wariat.
-Ale jaki przystojny
-I w dodatku mój. - położyłam głowę na jego torsie i zaczęłam oglądać pierścionek. - Piękny jest - westchnęłam.
-Ja brzydkich rzeczy nie kupuję - pocałował mnie w czoło.

-Rooooobert!!!! - na dole rozległ się głos Mario.
-A ten tu czego? - zapytałam.
-Zaraz wracam - nałożył bokserki i zniknął za framugą drzwi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam :) Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i liczę, że tutaj też się pojawią. Liczę na Was! :) Buźka :*


niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 26 :)

*Następnego dnia.

-Ty serio chcesz tam iść? - zapytał gdy stałam przy szafie i szukałam odpowiedniego stroju.
-Tak. Zawieziesz mnie?
-Jasne. Za 15 minut w samochodzie - poszedł na dół.
Umalowałam się i miałam schodzić, ale słysząc, że rozmawia z kimś przez telefon zatrzymałam się w drzwiach.
-Nie no co Ty Klauduś niczego się nie spodziewa. Oj zaskoczę Ją tym. Dobra muszę kończyć. Narka. - widziałam jak uśmiecha się pod nosem.
Odczekałam chwilę i zeszłam do korytarza.

-Jeszcze się możesz wycofać.
-Idę. Czekaj tu na mnie.
Wchodząc w te mury czułam się dziwnie. Pierwszy raz byłam w takim miejscu. Szybko przeszłam przez korytarz i znalazłam się w sali widzeń. Zajęłam miejsce po lewej stronie małego stolika. Za jakąś minutę, może 2 pojawiła się Anka ubrana w niebieski uniform.
-No więc słucham co masz do powiedzenia.
-Chciałam Cię zobaczyć, upewnić się, że przeżyłaś.
-Po tym wszystkim co mi zrobiłaś nie powinnam tu przychodzić. Jednak zrobiłam to w imię przyjaźni, która nas łączyła. Sposób w jaki chciałaś rozwiązać tą sprawę nie był fair. Może jestem szmatą i suką, bo głównie z mojego powodu Robert Cię zostawił, ale to nie tłumaczy Twojego zachowania. Tak się nie robi Anka, nawet najgorszemu wrogowi. - kiedy skończyłam mówić i ponownie na Nią spojrzałam najzwyczajniej w świecie płakała.
-Przepraszam. Ja to wszystko wiem. Dobrze wiesz, że nie zasługiwałam na Roberta, że Go zdradziłam. Mam do Ciebie ogromną prośbę - niepewnie spojrzała w moje oczy. Była przestraszona.
-Mów - dodałam Jej odwagi.
-Wybaczysz moje zachowanie?
-No nie wiem czy to będzie dobry krok....
-Obiecuję, że teraz się od Was odsunę. Jesteś bardziej odpowiednia i będę trzymać kciuki żeby tym razem się ułożyło - przerwała mi.
-Wybaczam - powiedziałam posyłając uśmiech.
-Dziękuję - wstała i ze łzami w oczach się do mnie przytuliła. Pożegnałam się z Nią i wyszłam.

-I co chciała? - ciekawość napastnika w końcu wzięła górę.
-Żebym Jej wybaczyła.
-Chyba tego nie zrobiłaś?
-Zrobiłam.
-Postradałaś zmysły?
-Nie. Czy Ty naprawdę nie możesz pojąć, że dzięki Niej znów jesteśmy razem. Zdradziła Cię, przyczyniła się do włamania, postrzeliła mnie, zrobiła kilka awantur - zaczęłam wyliczać. - Mało?
-Wystarczy. Przepraszam za moje nerwy. Po prostu strasznie się martwiłem siedząc pod więzieniem całe 30 minut.
-Okej okej. Może wejdziemy na jakiś obiad, bo strasznie zgłodniałam..
-Miałem proponować to samo - wyszczerzył się.
-Czytam Ci w myślach Skarbie - zaśmiałam się wysiadając z auta.
-Nie Kotku Ty po prostu jesteś wszystkowiedząca pocałował mnie w policzek i otworzył drzwi od restauracji.

-Jutro rezerwuję Twoje popołudnie - wszedł do sypialni i usiadł obok mnie.
-Jak narazie masz zarezerwowane wszystkie moje popołudnia, ale o co tym razem chodzi?
-Nieważne. Po prostu ładnie się ubierz. O 15 wychodzimy - dopełnił informacji.
-Okej. Tylko pamiętaj, że rano musisz mnie zawieźć na zdjęcie opatrunku - przypomniałam.
-Pamiętam pamiętam. Czyli jutrzejsze wydarzenie będziemy mogli uczcić czymś więcej niż tylko szampanem- stwierdził.
-Nie cwaniakuj, bo wszystko w tej sprawie zależy ode mnie - pstryknęłam Go w nos.
-No kochanie chyba nie zrobisz tego swojemu misiowi - złapał mnie w biodrach i przyciągnął do siebie.
-A zrobię - postanowiłam się podroczyć.
-Uwierz, że po tym co szykuje szybko mi ulegniesz - wymruczał wprost w moje ucho.
-Zobaczymy. Dobranoc panu - położyłam się i zamknęłam oczy.
-Dobranoc szanownej pani Lewandowskiej - na sam dźwięk Jego nazwiska odmienionego do formy żeńskiej na moich ustach zagościł uśmiech Wtuliłam się w tors mężczyzny i po chwili zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. Słuchajcie jest ważna sprawa. Chodzi o to, że PROSZĘ Wszystkich czytających ten rozdział, aby zostawili po sobie jakiś ślad nawet w postaci zwykłej emotki (przypominam, że Anonimowe osoby też mogą). Proszę Was o to bardzo. :)

Pozdrawiam :*