czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 25 :)

*Oczami narratora*

-Boże tylko nie to - ukrył twarz w dłoniach i osunął się po ścianie.  W głowie zrodziła Mu się najgorsza z możliwych opcji.
-Wróciła do Nas.
-Może Pani powtórzyć? - nie dowierzał w to., co właśnie usłyszał.
-Pani Klaudia żyje. Proszę do Niej wejść- powiedziała uśmiechając się i przepuszczając Go w drzwiach.
-Dziękuję! - zwrócił się do lekarza.
-Niech Pan podziękuje Klaudii, to tylko i wyłącznie Jej zasługa. Ma bardzo silny organizm. - wyszedł z sali, a Robert usiadł na skraju łóżka i złapał Ją za rękę. Dziewczyna spała miarowo oddychając.
-Kocham Cię. Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedział, a w Jego oczach szkliły się łzy.
Po tych słowach stało się coś nieoczekiwanego- najpierw się uśmiechnęła, a następnie otworzyła oczy. Rurka uniemożliwiała Jej oddychanie, dlatego zaczęła się krztusić.
-Proszę się odsunąć! - anestezjolog podbiegł i szybko Ją rozintubował.
-Robert...- wyszeptała kiedy już mogła się swobodnie odezwać.
-Tak? - podszedł do łóżka.
-Kocham Cię. Przepraszam.
-Nie przepraszaj głuptasie. Ważnie, że znów ze mną jesteś - złapał dziewczynę za rękę i szeroko się uśmiechnął.
-To jest niemożliwe - skomentował lekarz - Nie wierzę w cuda, ale to właśnie jest cud. - posłał zakochanym uśmiech i poszedł uzupełnić kartę pacjentki.

Kolejne dni wyglądały tak samo. Szpital-trening-dom-szpital-trening-dom..... Dziewczyna czuła się coraz lepiej, ale musiała zostać na obserwacji. Rany postrzałowe goiły się szybko. Czasami w odwiedziny wpadał Mario, który szybko umiał Ją rozbawić. Rozrywkę od tego szpitalnego życia zapewniała też cała drużyna. Nie przychodził tylko Marco, ale nikt się temu specjalnie nie dziwił.

*3 tygodnie później*
*Klaudia.

Właśnie dzisiaj wychodzę ze szpitala. Robert z samego rana stawił się tutaj odbierając wypis z rąk lekarza prowadzącego. Wychodząc z budynku wpadliśmy na zgraję dziennikarzy. Zadawali mnóstwo pytań, ale jakoś szybko udało Nam się od nich uwolnić.

Weszłam do domu i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to lśniące czystością mieszkanie.
-Jak Ty to zrobiłeś?- zapytałam wchodząc do kuchni gdzie na parapecie stały w wazonie czerwone i białe róże.
-Tajemnica - postawił torbę na krześle.
-No to zdradź mi ją.
-Musisz o to ładnie poprosić....
Podeszłam do Niego i pocałowałam.
-Wystarczy?
-Nie.... - mruknął.
-Ej dobrze wiesz, że na więcej nie mogę sobie pozwolić. Jeszcze nie wszystko się wygoiło.
-Ale będziemy naprawdę ostrożni - przysunął się do mnie.
-Powiedziałam nie - odsunęłam się i podeszłam do okna - i bez fochów mi tu - zerknęłam na zawiedzioną  minę piłkarza.
-Okej rozumiem - dotknął mojego policzka i przytulił. Staliśmy tak przez chwilę gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Sparaliżował mnie strach. Co jeśli znowu mnie lub Roberta ktoś postrzeli? Mężczyzna jednak poszedł otworzyć, a ja usiadłam przy stole.
-Dzień dobry! Młodszy aspirant Martin Kröger. Czy zastałem Panią Klaudię Weksler? - usłyszałam.
-Tak. Proszę za mną.
-Dzień dobry! - podałam policjantowi rękę - Słucham?
-Ustaliliśmy kto Panią postrzelił.
-Można jaśniej? - niecierpliwił się Robert.
-Tą osobą była...
-Anna Stachurska - przerwałam mu.
-Tak. Skąd Pani wiedziała?
-Widziałam Jej twarz, ale jakoś nikt do tej pory o to nie zapytał. Co teraz  z Nią będzie?
-Obecnie przebywa w areszcie i właśnie przychodzę tu z pewną prośbą.
-Proszę mówić.
-Oskarżona chciałaby z Panią porozmawiać. Widzenie jest ustalone na jutro na godzinę 13:00.
-Przyjdę - powiedziałam bez zastanowienia.
-To by było na tyle z mojej strony. Do widzenia! - pożegnał się i wyszedł.

-Zgłupiałaś czy jak?
-O co Ci chodzi? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Po co tam idziesz? Chcesz żeby Ci znowu coś zrobiła?
-W więzieniu? Teraz to mnie normalnie rozbawiłeś! Może zje mnie wzrokiem? - popatrzyłam na Niego z politowaniem.
-Nie żartuj. Dobrze wiesz, że martwię się o Ciebie i nie chcę żebyś tam szła.
-Pójdę. To już postanowione. Co chcesz do jedzenia? - otworzyłam lodówkę - No tak czego  mogłam się spodziewać... - westchnęłam patrząc na puste półki.
-Może zamówimy pizzę? - zaproponował z przepraszającym uśmiechem.
-O nie nie mój kochany. Kluczyki w dłoń! Jedziemy do sklepu. - zakomunikowałam.
-W takim razie chodźmy.
W supermarkecie byliśmy chwilę później. Chodząc między półkami wybierałam tylko zdrowe i odżywcze produkty. Robert poszedł po coś słodkiego, bo bez tego nie może przeżyć normalnie choćby jednego dnia.
-Przewróciłeś się na Idunie i któryś przez przypadek kopnął Cię w głowę?
-Nie? - zdziwił się.
-To po co aż tyle tego?
-A kto bogatym zabroni? - wrzucił wszystko do koszyka.
-Jak Pan chcesz - ruszyliśmy w stronę kas.
-Ej patrz na to! - wskazał palcem na kolorową gazetę.
-Kupujemy. Będzie się z czego pośmiać. - zerknęłam na tytuł dotyczący nowej ,,zdobyczy'' Reusa i Nas. Stojąc w kolejce co chwila wybuchaliśmy śmiechem zwracając w ten sposób na siebie uwagę innych ludzi.

MARCO REUS MA NOWĄ DZIEWCZYNĘ?
W środową noc tuż po imprezie w popularnym dortmundzkim klubie Black* jeden z naszych reporterów zauważył słynnego piłkarza Marco Reusa. Nie był sam. W jego towarzystwie dostrzegliśmy pewną młodą dziewczynę. Okazała się nią właścicielka małej restauracji Sabina Rojko (25 lat). Czyżby kolejna 'wielka miłość'? Co się stało z Klaudią Weksler? Podejrzewamy, że wróciła do Roberta Lewandowskiego, z którym coraz częściej jest widywana w miejscach publicznych.

ROBERT LEWANDOWSKI I KLAUDIA WEKSLER ZNOWU RAZEM!
W ostatnim czasie coraz częściej można ujrzeć Klaudię Weksler oraz Roberta Lewandowskiego w jednoznacznych sytuacjach. Jak wiemy napastnik Borussi Dortmund rozstał się z Anną Stachurską po niecałym roku małżeństwa. Czyżby on i piękna pani fotograf  planowali wspólną przyszłość? Podczas spacerów czy zakupów nie szczędzą sobie czułości. Według Nas bardzo do siebie pasują.  Nie pozostaje nic innego jak życzyć Im szczęścia na nowej drodze życia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam! Za wszystko! Tyle tutaj nic nie było, że aż mi wstyd ;/
Postaram się dodawać częściej, ale nic nie obiecuję.
A na drugim blogu dodam coś później lub dopiero w sobotę. W każdym razie czekajcie cierpliwie.
Co powiecie o nowej dziewczynie Reusa?
I jak tam świadectwa? Wszyscy zdali? Bo ja jakimś cudem tak xD

No to tyle z mojej strony :) Liczę na jakieś opinie :)
Pozdrawiam :*


sobota, 24 maja 2014

Rozdział 24 :)

*UWAGA! PROSZĘ UZBROIĆ SIĘ W CHUSTECZKI !*

*Oczami narratora*
*Kilka godzin później.

Nad Dortmundem nastał słoneczny poranek. Dla niektórych był to początek kolejnego pięknego dnia, a dla niektórych inny od pozostałych - pełen smutku, żalu, niepogodzenia się z obecnym stanem rzeczy. Do grupy tych drugich ludzi zdecydowanie należał Lewandowski.

-Pan jest partnerem Klaudii Weksler? - zapytał lekarz, który właśnie wyszedł z sali operacyjnej.
-Tak, co z Nią?
-Jedna z kul uszkodziła płuco, a druga przeszła tuż obok serca. Klaudia miała bardzo dużo szczęścia jednka ta doba o wszystkim zadecyduje.
-A mogę....
-Tak, może Pan wejść do pacjentki - mężczyzna w kiltu uśmiechnął się i odszedł.
-Dziękuję - powiedział bardziej do siebie piłkarz.

Wszedł do sali i zobaczył dziewczynę w bandażach. Była podpięta do respiratora i chyba czegoś jeszcze o czym świadczyła ilość kabelków na pościeli. Usiadł na białym taborecie i złapał Ją za rękę.
-Kochanie nie możesz umrzeć.... Nie teraz kiedy zaczynamy nowy etap w Naszym życiu. Potrzebuję Cię, słyszysz? - mówił, a po Jego twarzy płynęły łzy.
Wtem Jej serce przestało bić. Lekarze wyprosili chłopaka z sali i rozpoczęli reanimację. Usiadł pod ścianą, a myśli same zaczęły krążyć wśród najgorszych scenariuszy. Nie chciał żeby umarła. Dałby wszystko żeby dorwać tego bandytę i odpowiednio wymierzyć sprawiedliwość.
-Przepraszam Panie Robercie... - usłyszał czyjś głos.
-Tak? - podniósł głowę i ujrzał dwóch policjantów.
-My w sprawie postrzelenia. Wie Pan coś więcej?
-Nie. Nie było mnie wtedy w pobliżu.
-Dobrze. A jakieś przypuszczenia kto mógł to zrobić?
-Nie wiem. Może moja była żona albo Marco Reus.
-Dziękujemy - funkcjonariusz zamknął notes, w którym wszystko notował. - Musimy to sprawdzić. A w jakim Ona jest stanie?
-Krytycznym. Reanimują Ją właśnie.
-Proszę być dobrej myśli. Do widzenia!
Chwilę patrzył za odchodzącymi mężczyznami, a później zwrócił uwagę na Mario, który spał z głową opartą o ścianę.
-Ej Misiek budzimy się! - potrząsnął Nim lekko.
-Aleosochodzi? - wymamrotał - A to Ty Robciu. Co z Klaudią? - oprzytomniał.
-Nie wiem. Idź do domu, bo wyglądasz jak siedem nieszczęść.
-Ale...
-Idź. Musisz też powiadomić Kloppa o tym, co się stało. Tylko poproś żeby tu nie przychodzili. Mogę na Ciebie liczyć?
-Jasne. Trzymaj się przyjacielu - przytulił bruneta - Wracam jak tylko będę mógł - dodał znikając za załomem ściany.
-Panie Robercie... - z sali wyjrzała jakaś pielęgniarka.
-Tak?
-Mam dla Pana wiadomość. - miała nieokreślony wyraz twarzy.
-Boże tylko nie to. - ukrył twarz w dłoniach i osunął po ścianie. W głowie zrodziła Mu się najgorsza z możliwych opcji..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na początku takie małe ostrzeżenie dla osób wrażliwych, bo kilka z nich mnie o to prosiło (Tak Kasia między innymi Ty :>)
Możecie mnie zabić, że skończyłam w takim momencie no ale takie miałam plany.
Dziękuję Wam za komentarze i mam nadzieję, że tutaj też się jakieś pojawią :)

Zapraszam też na nowy rozdział na drugim blogu:
 KLIK

Terminu następnej części nie jestem pewna, ale jeśli dobrze pójdzie w okolicach weekendu się pojawi :)
Pozdrawiam :*



poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 23 :)

*Oczami narratora.

W środku nocy rozległ się dźwięk dzwonka.
-Kogo do cholery niesie o tej porze? - spojrzała na cyferblat, na którym widniała godzina 02:15.
-Ja pójdę - powiedział przez sen Robert.
-Leż, ja już się podniosłam - ruszyła w kierunku korytarza - Co Ty.... - nie dokończyła, bo rozległ się strzał, a w zasadzie dwa strzały.
Lewandowski zerwał się na równe nogi i pognał do przedpokoju. To, co ujrzał z pewnością pozostanie w Jego pamięci na bardzo długi czas. Na posadzce w kałuży krwi leżała Klaudia.
-Jezu.... - tylko tyle zdołał wyartykułować. Chwycił za telefon i zadzwonił po pogotowie. Przyjechali dość szybko i zabrali ranną dziewczynę do Kliniki w centrum Dortmundu.
Brunet postanowił doprowadzić się do porządku i pojechać za nimi. Potykając się o porozrzucane po włamaniu rzeczy udał się do garderoby, a potem łazienki. Po wykonaniu porannej toalety ruszył do szpitala.
-Dzień dobry! Ja chciałbym dowiedzieć się o stan zdrowia dziewczyny, którą przywieziono z ranami postrzałowymi - zwrócił się do kobiety siedzącej w rejestracji.
-A kim Pan jest? - zmierzyła Go wzrokiem.
-Narzeczonym.
-Jest właśnie operowana - zerknęła w dokumenty - Pójdzie Pan tym korytarzem do końca. Sala operacyjna to ostatnie drzwi po lewej stronie.
-Dziękuję - popędził we wskazane miejsce i usiadł na krzesełku. Wykonał telefon do Mario z prośbą aby stawił się w szpitalu najszybciej jak to będzie możliwe.
15 minut później zdyszany 21-latek usiadł obok załamanego mężczyzny.
-Jak to się stało?
-Zadzwonił dzwonek, poszła otworzyć i ktoś Ją postrzelił. W życiu nie widziałem tyle krwi..... Boję się, że ona umrze...-ostatnie zdanie wręcz wyszeptał.
-Nawet o tym nie myśl. Ona ma dla kogo żyć.
-Dlaczego ja nie poszedłem otworzyć tych cholernych drzwi?!
-Widocznie tak musiało być, a obwinianie się nie pomoże. Poza tym musisz być twardy. Ona jest teraz Twoją dziewczyną i jeśli to przeżyje będzie Cię potrzebować.
-Masz rację. Jak chcesz to jedź do domu. Nie wiadomo ile to potrwa.
-Jak już przyjechałem to zostanę. Tylko pójdę po kawę. Chcesz też coś?
-Wodę jakbyś mógł.
Mario przyniósł przyjacielowi pożądany napój i usiadł obok Niego. Jedyne co Im pozostało to czekać. Nagle z drzwi wybiegła pielęgniarka. Wyciągnęła telefon i wybrała jakiś numer.
-Potrzebne trzy jednostki dla grupy AR+ na cito! - powiedziała i zniknęła za ścianą.
-Cholera jasna dlaczego nikt mi nie mówi co tam się dzieje?!- zdenerwował się brunet. Podniósł się i zaczął chodzić od ściany do ściany.
-Uspokój się. I tak nerwy nic Ci nie pomogą..
-Łatwo Ci mówić! Nie Twoja miłość tam leży tylko moja!.
-Siadaj i się nie drzyj - Goetze nie zraził się wrogim tonem Lewandowskiego i zmusił Go do powrotu na krzesełko.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. :)
Dziś taki krótki rozdział, bo jakiś Anonim z Aska się bardzo dopominał.

Wiem, że pewnie nie jesteście zachwyceni jego objętością, ale taki właśnie miał być. W sumie lepiej dodać coś takiego niż nic.
Dziękuję Wam za te 6 komentarzy pod ostatnim :) Jesteście świetni :*
Nie wiem kiedy będzie następny wpis, ale na pewno będzie o wiele dłuższy :)
Co do Finału Niemiec to pozwólcie, że zostawię to bez komentarza. Powinniśmy to wygrać i każdy dobrze o tym wie. Szkoda tylko, że sędzia okazał się tępym kretynem... Chyba zrobię zrzutkę dla niego na okulary xD
No to tyle z mojej strony,
trzymajcie się ciepło <3



poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 22 :)

*Klaudia.

Następnego dnia pierwszy raz od dwóch tygodni obudziłam się szczęśliwa. Podniosłam głowę i ujrzałam Lewego siedzącego przy laptopie. Podeszłam na palcach do biurka i pocałowałam Go w szyję, On się odwrócił i w ten sposób wylądowałam na Jego kolanach.
-Witaj skarbie - mówił między pocałunkami.
-Cześć misiu. Myślałam, że żałujesz i sobie poszedłeś.
-Nie żałuję niczego co wczoraj zaszło, ani tego co powiedziałem.
-A co teraz będzie? - podeszłam do szafy w celu znalezienia jakiś ubrań.
-Jak to co? - podszedł do mnie i położył ręce na biodrach - Będziemy razem szczęśliwi,a  pewnego dnia weźmiemy ślub i urodzisz mi całą drużynę piłkarską - mówił opanowanym głosem, bez najmniejszego zająknienia.
-Aż jedenastkę?\
-To podstawowy skład. A gdzie rezerwa? - zaśmiał się.
-Oszalałeś?
-Z miłości do Ciebie, ale to już dawno.
-W takim razie jesteś najsłodszym i najprzystojniejszym wariatem pod słońcem.

Kiedy wreszcie uporaliśmy się z ubraniem i zjedliśmy śniadanie postanowiłam pójść razem z Nim na trening.
-Tylko znowu nie zemdlej.
-Dobrze. Postaram się.
Trzymając się za ręce weszliśmy na murawę. Oczywiście nie obyło się bez pytań czy jesteśmy razem. Po potwierdzeniu informacji wreszcie poszli trenować, a ja usiadłam obok Kloppa.
-Czy to prawda, że Reus Cię zdradził? - zapytał.
-Tak. I nie chcę Go znać - odpowiedziałam i poczułam pod powiekami piekące łzy.
-Już ja mu dam. Pożałuje, że to zrobił.
-Spokojnie trenerze, nie trzeba. Już sobie z tym jako tako poradziłam. Robert mi pomógł.
-Powiem Co szczerze, że Ty i Lewandowski jesteście piękną parą.
-Dziękuję - spojrzałam na murawę, na której Marco okładał pięściami Roberta. Mario chciał Go odciągnąć, ale nie dawało Mu się to.
-Cholera jasna! - ryknął Jurgen i podbiegł do chłopaków. Po krótkiej wymianie zdań ze wszystkimi piłkarzami usłyszałam:
-Reus dostajesz tygodniowy zakaz przychodzenia na treningi i zakaz występu w dwóch najbliższych spotkaniach.
-Ale trenerze to On zaczął! - pokazał na bruneta.
-Drużyna mówi, że Ty. Poza tym nie jesteśmy w przedszkolu. Koniec na dzisiaj. Do szatni Panowie i spokój mi tam! - poszedł do swojego biura zostawiając mnie sam na sam z Robertem.
-O co poszło?
-O kogo raczej. No o Ciebie. Powiedział, że między Nami nie ma przyszłości, a Ty z Nim  znowu będziesz...
-Chyba w snach - przerwałam.
-To samo mu powiedziałem a resztę już widziałaś.
-Idziesz się przebrać?
-Wezmę tylko torbę z ciuchami i możemy jechać do domu.
Wszedł do szatni a za chwilę z niej wyszedł i poszliśmy do samochodu.

W nasze drzwi wetknięta była pomięta biała karteczka o treści
Jesteś zwykłą zdzirą! Rozwaliłaś dwa związki. Nie pozwolę na to żebyś była z Nim szczęśliwa...
-Aha, jasne - wyrzuciłam liścik.

-Kochanie może pójdziemy do kina? - zapytałam Roberta gdy siedzieliśmy na kanapie i delektowaliśmy wolną chwilą.
-No w sumie czemu nie.
Przebrałam się i wyszliśmy z domu.
Do kina poszliśmy na piechotę zgodnie uznając, że tak będzie o wiele fajniej i zdrowiej. Po dwugodzinnym seansie wyszliśmy z pomieszczenia. Chyba do końca życia nie zapomnę jak Lewy się wkurzył i wysypał jakiemuś nastolatkowi popcorn na głowę.... Moja i tego chłopaka mina były bezcenne.

W drodze powrotnej Robert postanowił urządzić nam kąpiel w fontannie.
-Co Ty robisz wariacie?! - krzyknęłam kiedy wziął mnie na ręce i wszedł wprost pod największy strumień wody.
-Oj no taka brudna jesteś, że trzeba Cię umyć!
-Oj Lewandowski grabisz sobie i to coraz bardziej..
-I tak mnie kochasz.
-Skąd wiesz?
-Widzę to w Twoich oczach.
-Hahahahahahaha czy te oczy mogą kłamać? - zamrugałam teatralnie powiekami.
-Chyba nie.! - zaczęliśmy się śmiać. Po chwili postawił mnie na ziemi i namiętnie pocałował. Poczułam się nieziemsko, bo od zawsze chciałam coś takiego przeżyć. -Wracamy do domu - zakomunikował po dłuższej chwili.
W mieszkaniu znaleźliśmy się dość szybko.
-Zamykaliśmy drzwi?
-Tak, a czemu pytasz?
-Bo są uchylone.... - zawiesiłam głos.
-Poczekaj tu -powiedział i wszedł do domu.
Nie miałam takiego zamiaru, dlatego podążyłam tuż za Nim.
-Wygląda na to, że ktoś czegoś szukał - popatrzyłam na porozrzucane rzeczy.
-Mówiłem żebyś została przed domem. Jak już tu jesteś to zadzwoń na policję.

Funkcjonariusze stwierdzili, że włamywaczy było dwóch i będzie możliwe ich szybkie zidentyfikowanie, bo zostawili odciski palców na klamce. Po wstępnych oględzinach okazało się, że zginęło kilka zdjęć, moja bluzka i mój naszyjnik od Roberta.
-Kiedy będą wyniki ekspertyzy?
-Za tydzień - poinformował mnie policjant.
-Mogę tu już posprzątać?
-Tak tak.
Chwilę później mężczyźni wyszli.
-Pięknie cholera jasna! - zaklęłam i chciałam zabrać się za sprzątanie.
-Chodź spać. Późno już.
-Muszę to sprzątnąć.
-Jutro też jest dzień...
Poszliśmy pod prysznic, a potem położyliśmy się spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny za Nami :)
Jak odczucia? Podoba się? :)

Na a teraz może słówko o Robercie. :)
Co z tego, że w sobotę był Jego ostatni mecz na SIP. Dla mnie NA ZAWSZE pozostanie jednym z Borussen.

Płakałam jak to oglądałam.... Zresztą Robert też płakał jak schodził z boiska.... Po prostu do końca myślałam, że to wszystko jest jakiś głupi żart... No ale cóż... Jedyne co pozostaje w takiej sytuacji to życzyć Mu szczęścia w Bayernie :)


Mimo wszystko DZIĘKUJĘ Mu za te 4 wspaniałe lata :) W moim sercu i pamięci zawsze będzie ubrany w żółto-czarne barwy...

,,Przyszedł jako dobry napastnik, a odchodzi jako snajper klasy światowej''

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 21 :)

*2 tygodnie później*
*Klaudia.

Czułam się już lepiej dlatego postanowiłam pójść na trening. Jutro miał być mecz z Zenitem. Cieszyła mnie myśl, że Reus nie zagra w tym spotkaniu chociaż będzie na treningu. Wchodząc na stadion trzymałam Roberta pod rękę. Od razu poszłam do Kloppa.
-Nareszcie jesteś!- ucieszył się na mój widok i przytulił dość mocno.
Uśmiechnięta ruszyłam w stronę ławki. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie On. Wyszedł  zadowolony z tunelu, a przed moimi oczami stanął obraz z zaplecza. Poczułam lekkie ukłucie i zapanowała ciemność...

*Oczami narratora.

Po tym jak ujrzała Marco zemdlała. W oka mgnieniu wszyscy oprócz Niego do Niej podbiegli. Robert zdecydował się zawieźć Klaudię do szpitala i zadzwonić do chłopaków jak się czegoś więcej dowie. Położył ją na tylnym siedzeniu i z piskiem opon ruszył spod Iduny.
W szpitalu oddał dziewczynę ratownikom i czekał przed salą. Po ponad godzinie drzwi wreszcie się uchyliły.
-Panie doktorze co z Nią?
-Mieliśmy zatrzymanie akcji serca, ale już wszystko w porządku. Może pan do Niej wejść.
-Dziękuję.

Podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju.
-Boże Mała ale napędziłaś Nam strachu.
-Przepraszam. Na prawdę nie wiem jak to się stało. Po prostu zobaczyłam Go i zrobiło mi się duszno, a reszty nie pamiętam- mówiła, a po jej twarzy płynęły łzy.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz przez tego kretyna- otarł dziewczynie policzek wierzchem dłoni.
-Kiedy będę mogła wrócić do domu?
-Jutro. Muszą sprawdzić czy wszystko dobrze z Twoim zdrowiem.
-Ale mecz...
-Nie przejmuj się tym . Asystent Cię wyręczy.
Wtem do pomieszczenia wpadła cała drużyna na czele z Kloppem.
-Jak się czujesz?- zapytali chórem.
-Świetnie- uśmiechnęła się.
-No w sumie zajmuje się Tobą sam Robert, więc musi być super- powiedział Jurgen- wychodzimy Pszczółki! Nie będziemy przeszkadzać Naszym gołąbeczkom.
-Bardzo śmieszne- stwierdził brunet kiedy chłopcy wyszli.
-Przeszkadza Ci to, co powiedział?- odwróciła twarz do ściany, a Jej oczy napełniły się łzami.
-Myślałem, że Tobie się to nie podoba- odpowiedział zmieszany.
-Kocham Cię nadal i wiele bym dała za to, żeby było jak dawniej- wyszeptała.
-Ja Ciebie też kocham- pochylił się nad Nią i pocałował w czoło- Śpij spokojnie- dodał i opuścił salę.

*Następnego dnia*
*Klaudia.

Otworzyłam leniwie oczy i ziewnęłam. Chwilę później do sali wszedł lekarz wręczając mi wypis. Napisałam sms do Roberta, że  może już przyjechać. Ubrałam się i usiadłam na łóżku. Po chwili do sali wkroczył brunet.
-Hej kochanie - pocałował mnie na powitanie i wręczył bukiet.
-Cześć. Nie trzeba było, ale dziękuję.
Wyszliśmy przytuleni z uśmiechami na twarzach. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Zaraz po tym Lewy wyszedł na trening przed meczem, a ja postanowiłam przygotować się do transmisji.

Od samego początku spotkanie nie szło po Ich myśli. Było pełno niewykorzystanych okazji. Gra  z minuty na minutę stawała się coraz brutalniejsza. Lewandowski był widocznie zły i sprowokował kilka dziwnych sytuacji. Dostał żółtą kartkę i z tego powodu nie zagra w ćwierćfinałowym meczu. W pewnym momencie zamarłam. Robert leżał na boisku zwijając się z bólu.m Jednak za chwilę podniósł się i grał dalej. Mecz zakończył się wynikiem 2:1. Bramkę kontaktową strzelił Kehl.
Wyłączyłam odbiornik i postanowiłam czekać na Jego powrót. W międzyczasie posprzątałam w salonie i odgrzałam obiad.
-Wróciłem! Gdzie jesteś kochanie?- krzyknął od progu i jak zwykle trzasnął drzwiami.
-W kuchni- odkrzyknęłam - Witaj misiu- mruknęłam Mu do ucha i pocałowałam.
-A czym sobie zasłużyłem na takie powitanie?- usiadł do stołu i zabrał się za posiłek.
-Tym, że  jesteś i mimo wszystko nie przestałeś mnie kochać.
-Mam dla Nas inne plany niż jakieś jedzenie.
-Co masz na myśli?
-Zobaczysz.
Podszedł do mnie i posadził na stole. Najpierw zaczęliśmy się całować, a później pozbywać ubrań. Z każdą chwilą robiło się coraz bardziej gorąco. Nagle spojrzał mi w oczy i zapytał
-Jesteś tego pewna?
-W stu procentach- również patrzyłam w oczy partnera.
Po tych słowach wszedł we mnie, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Gładził mnie po plechach i przygryzał lewe ucho. Cały czas pamiętał co lubię....
Po wszystkim  z kuchennego stołu przenieśliśmy się do sypialni. Położyłam się na klacie mężczyzny i rysowałam palcami wzorki na brzuchu, a On gładził moje ramię.
-Brakowało mi Ciebie- powiedział.
-Mi Ciebie też. Kocham Cię.
-Ja bardziej.
Po tych słowach zamknęłam oczy i odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ! :) Jak Wam się podoba? Myślę, że nie jest tak tragicznie :)
Do następnego :*


środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 20 :)

Zdrada boli najbardziej kiedy przychodzi
nieoczekiwanie...

*Oczami narratora*

-Puść! - krzyczała  - To boli!
Do łazienki wszedł Robert. Najpierw nie wiedział o co chodzi i chciał wyjść żeby nie przeszkadzać tej parze, ale coś przykuło jego uwagę. Tym czymś była sukienka- tylko Ona miała taką na imprezie.
-Co tu się dzieje?!- w mgnieniu oka odciągnął chłopaka i rzucił go wprost w ramiona Mitchella, który właśnie wchodził do pomieszczenia. Poprosił Go, aby jak najszybciej wyrzucił mężczyznę z klubu. Sam natomiast podszedł do Klaudii i pomógł jej wstać.
-Wszystko okej?
-Tak - odpowiedziała i się rozpłakała.
Brunet nie mógł znieść Jej łez dlatego zdjął z siebie marynarkę, otulił nią dziewczynę i objął ramieniem. Ruszyli na poszukiwanie Reusa. chyba byłoby lepiej dla Niej gdyby od razu wyszli i pojechali do domu. Weszła na zaplecze, bo usłyszała głos swojego ukochanego.
-Co to ma być?!-zapytała patrząc na Marco i jakąś półnagą blondynkę siedzącą na nim okrakiem.
-Kochanie ja Ci to wszystko wytłumaczę!- odskoczył od kochanki jak oparzony i zaczął się ubierać.
-Nie mów do mnie kochanie! Nic nie musisz mi tłumaczyć! Robert wychodzimy - zwróciła się do klubowej 9.
-Klaudia!- Reus próbował ją zatrzymać.
-A Ty za mną nie idź! Od dzisiaj nie istniejesz! - krzyknęła i wyszła.
Dopiero przed klubem emocje wzięły górę i zaczęła płakać. Nie chciała Go znać. Zdradził ją z pierwszą lepszą na byle jakiej imprezie. Nawet nie wiedziała kiedy znalazła się w domu, bo z nerwów zasnęła. Lewandowski zaniósł ją do sypialni, przebrał w pidżamę a Ona nawet nie drgnęła. Już miał wychodzić kiedy chwyciła Jego dłoń i wyszeptała przez sen
-Zostań. Nie chcę być sama.
Bez słowa położył się obok i zasnął.

*Klaudia*

Następnego dnia obudziłam się z ogromnym bólem głowy wtulona w ciało Roberta. Z trudem podniosłam się z łóżka nie budząc chłopaka i weszłam do łazienki. Miałam rozmazany makijaż, wory pod oczami i rozczochrane włosy. Jednak najgorzej czułam się psychicznie - dosłownie jak jakiś śmieć albo niepotrzebna zabawka, która się znudziła i została wyrzucona w kąt oraz zastąpiona przez lepszą.
Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Szybko się umyłam i założyłam stare dresy oraz szeroką bluzę. Makijażu nie nałożyłam. Zeszłam do kuchni, w której Robert paradował w samych bokserkach, jak za starych dobrych czasów.
-Usiądź, zaraz podam śniadanie - uśmiechnął się odsuwając mi krzesło.
-Dzięki - szepnęłam.
-Jak się czujesz? - usiadł naprzeciwko mnie stawiając na stole kanapki i herbatę.
-A jak ma się czuć zdradzona dziewczyna?
-Głupie pytanie. Przepraszam - spuścił głowę.
-Nie przepraszaj. Tylko zostań dziś ze mną. Nie chcę być sama - poprosiłam, bo wiedziałam, że chłopaki mają trening.
-Jasne. Jestem przy Tobie i pamiętaj, że możesz na mnie liczyć niezależnie od sytuacji.
-Wiem. I dziękuję Ci za to - podeszłam do Niego i przytuliłam.

*Robert*

Jak On mógł Jej to zrobić? Przecież Ona jest taka wrażliwa i bezbronna. Nie mogłem znieść Jej łez, mimo że spowodował Je ktoś inny. Zadzwoniłem do Kloppa żeby poinformować Go, że ani ja ani Klaudia przez co najmniej tydzień nie pojawimy się na treningach. Powiedziałem nawet o co chodzi i zrozumiał. Stwierdził też, że jeśli dziewczyna będzie potrzebowała więcej czasu nie ma z tym najmniejszego problemu. Poszedłem do salonu i chciałem Jej przekazać te wieści, ale już na schodach słyszałem, że płacze. Siedziała na kanapie z jakimś zdjęciem w ręku. Uklęknąłem przed nią i zabrałem fotkę przedstawiającą ją i Marco na wakacjach czy czymś. Z tyłu był napis ,,Na zawsze razem.''
-Dlaczego On mi to zrobił?
-Widocznie na Ciebie nie zasłużył.
-Ale ja Go tak kochałam...- szlochała w moją koszulkę.
-Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Znajdź coś w telewizji, a ja zaraz wrócę.
Poszedłem na górę po koc ido kuchni w celu przygotowania kakao dla Klaudii.
-Trzymaj Mała. Powinno pomóc- podałem Jej kubek i okryłem ciepłym pledem.
-Dziękuję- zobaczyłem jak na Jej twarzy powoli zaczyna gościć ten sam-słodki a zarazem niewinny-uśmiech.
Kiedy usnęła, wyjąłem z rąk puste naczynie i postanowiłem pójść do Marco. Wszedłem do domu, a On był w towarzystwie tej samej plastikowej blondyny co wczoraj.
-Reus!- odezwałem się wreszcie.
-Co?
-Musimy pogadać.
-Już - niechętnie wstał z kanapy i wyszliśmy przed dom.
-Co ty sobie wyobrażasz?!
-Ale o co Tobie chodzi?
-Nie udawaj! Ona tam siedzi załamana, cały czas płacze, a Ty zabawiasz się z jakąś plastikową lalą! No człowieku brawo!
-Daj mi spokój. Nie będę z Tobą o Niej rozmawiał.
-W takim razie nie zdziw się jak nie będzie chciała Cię znać. Nie myślałem, że jesteś aż tak głupi.- powiedziałem i wróciłem do domu. Weksler już nie spała tylko siedziała przy stole wpatrując się tępo w szybę.
-Będziesz dziś ze mną tak jak wczoraj?
-Jasne. Chodź - ująłem Jej dłoń i ruszyliśmy na górę.
Kiedy znaleźliśmy się w sypialni poszła do łazienki, a ja położyłem się na łóżku czekając na swoją kolej.
-Lewuskuuuuuu!- zawołała.
-Tak?
-Podasz mi ciuchy z krzesła?
-Ależ jasne - wziąłem do rąk rzeczy i wszedłem do łazienki. Stała w samej bieliźnie oparta o szafkę. Była piękna jak poranek.
-Dziękuję- zaczęła się ubierać. Szybko skończyła i wyszła zostawiając mnie z zapachem Jej ulubionego truskawkowego żelu pod prysznic...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam Misie ! :*
I jak Wam się podoba ten rozdział? Wiem, że pewnie spodziewaliście się, że to Klaudia zdradzi Marco, a nie odwrotnie. I mam nadzieję, że mnie nie zabijecie :)

100 bramka Roberta we wczorajszym meczu  :) Oczywiście gratuluję ♥

I radość z tego, że jesteśmy w finale ♥♥

Do następnego !  ♥

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 19 :)

Po zjedzeniu posiłku Robert zabrał się za sprzątanie, a ja postanowiłam wyjść na spacer i przy okazji zrobić zakupy. Przebrałam się



i wyszłam z domu. Zahaczyłam o pobliski park. Usiadłam na ławce, a po chwili dosiadł się do mnie młody mężczyzna.
-Kochanie, co Ty tu robisz? - zapytałam, bo okazał się nim Marco.
-Tak sobie siedzę - był wyraźnie zmieszany.
-Idę do sklepu. Potowarzyszysz mi?
-Jasne - ujął moją dłoń i poszliśmy do supermarketu.

-Pójdziesz po mąkę?- zapytałam przechodząc do działu z owocami. Nie doczekałam się odpowiedzi. Za chwilę stał obok mnie z wymienioną rzeczą. Cały czas dziwnie się zachowywał.
10 minut później wróciliśmy do domu. Chłopak pomógł wnieść zakupy i szybko się ulotnił. Usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmyślać. Postanowiłam do niego pójść, bo nie mogę żyć w takiej niepewności. Jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia, a szczególnie dzisiaj.
-Zaraz wracam- rzuciłam w stronę Lewego i pobiegłam do mieszkania Reusa.

-Co jest?- zapytałam zamykając drzwi.
-A co ma być - udał zdziwionego.
-To, że się dziwnie zachowujesz. Stało się coś?
-Kochasz Roberta?-wypalił.
-Say what?! Myślisz, że gdybym kochała Roberta siedziałabym teraz u Ciebie i wypytywała czy wszystko okej?-popatrzyłam na niego.
-Nie...
-No właśnie. Co pan powie na jakiś film?
-,,Szybcy i wściekli"?
-Okej.
Nie dotrwałam nawet do połowy seansu, bo z niewiadomych przyczyn zasnęłam.


Rano obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Zanim zdążyłam się podnieść w drzwiach pojawił się blondyn z tacą.
-A co to mamy jakieś święto?- zapytałam.
-Jesteśmy już 4 miesiące razem- uśmiechnął się- Kocham Cię- dodał i złożył na ustach lekki pocałunek.
-Też Cię kocham - odpowiedziałam. - Tylko spróbuj mnie zdradzić a się policzymy.
-Nigdy w życiu kocie - powiedział i zaczęliśmy jeść.
Po posiłku ubrałam się i pożegnałam Marco, który szedł na trening. Wróciłam do domu i w drzwiach wpadłam na Roberta. Siła uderzenia była taka, że aż się przewróciliśmy. Wyglądało to dość śmiesznie i  w duchu modliłam się żeby nie było akurat w pobliżu jakiegoś dziennikarza.
-Złaź ze mnie - powiedziałam w końcu.
-Już- uśmiechnął się i podał mi dłoń abym mogła wstać.


-Kotkuuuuu no nie daj się prosić!- blondyn stał przede mną bite 30 minut i prosił żebym poszła  z nim na imprezę.
-Nie jestem przekonana co do tego wyjścia - pokręciłam głową z dezaprobatą.
-No weeeeeź - uklęknął przede mną.
-Wstawaj wariacie - zaczęłam się śmiać
-Zgodzisz się?- zapytał z nadzieją.
-Tak.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję- wziął mnie na ręce i zaczął się obracać wokół własnej osi. Kiedy mnie wreszcie postawił i poszedł do siebie postanowiłam się przygotować na imprezę. Nie chciałam na nią iść a poza tym czułam, że stanie się coś, co na zawsze zmieni relacje moje i Marco. No ale jak mąż tak ładnie prosił to musiałam się zgodzić. Swoją drogą wyglądał tak sodko z tą miną kota ze Shreka.

O godzinie 20 byłam już gotowa. Ubrałam się w taką sukienkę


i czarne szpilki. Przed drzwiami stanął Marco ubrany w garnitur.  Taksówka już czekała, więc szybko do niej wsiedliśmy i pojechaliśmy pod klub Black*. Taksówkarz życzył Nam dobrej imprezy. Pomyślałam, że życzenia są adekwatne i ruszyliśmy w stronę wejścia.
-Witajcie gołąbeczki! - krzyknął Mitch.
-Cześć- przywitałam się.
Z każdą chwilą zabawa zaczęła się rozkręcać, ale ja jakoś nie miałam ochoty tańczyć. Siedziałam przy stoliku sącząc drinka. Marco natomiast szalał na parkiecie z Ewą Piszczek. Nagle ktoś położył doń na moim ramieniu.
-Zatańczymy?- usłyszałam.
-Nie chce mi się Sahin.
-Ale mnie to nie obchodzi- powiedział i po chwili byłam w jego ramionach.
-Odbijany!- Mario podszedł do nas po jakiś 3 piosenkach.
-Och God why?- szepnęłam.
-Co?
-Nic. Tańczymy czy będziemy tak stać?- zapytałam.
Na moje nieszczęście puszczono wolny utwór. Brunet przyciągnął mnie do siebie i chcąc nie chcąc musiałam jakoś dobrnąć do końca. Oparłam głowę na jego ramieniu i wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki.
-Jesteś szczęśliwa z Marco?- zapytał nagle.
-Tak.
-To dlaczego kochasz Roberta?
-Przestawiło Ci się w głowie?- odsunęłam się i spojrzałam na niego.
-Nie. Widziałem jak na niego patrzysz.
-Jesteś pijany- powiedziałam i odeszłam do stolika.
Nikt mnie tak nie wkurza jak on! Grrr! Dlaczego zawsze zauważy to, czego nie powinien? Pewnie ktoś stojący z boku widział iskry lecące przy naszym spięciu. Postanowiłam jednak się tym nie przejmować i poszłam do barku po drinka.
-To co mała zabawimy się?
-Spadaj!
Jednak ten pijany facet mnie nie słuchał i zaczął zmierzać w stronę toalet.
-Puść!- krzyczałam- To boli!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak myślicie co będzie dalej? :)

Przepraszam za wszystkie ewentualne błędy, ale zacina mi się komputer i ogólnie miałam problem z dodaniem tego postu.

Miłego czytania ! :*



piątek, 21 marca 2014

Rozdział 18 :)

*2 dni później*

Obudziłam się w okolicach 8 i przypomniałam sobie, że dziś mam robić zdjęcia na treningu. Roberta już nie było. Szybko się ogarnęłam i wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę i znalazłam się w domu mojego chłopaka. Otworzyłam drzwi od sypialni i  ujrzałam śpiącego blondyna. Postanowiłam zorganizować mu szybką pobudkę. Ściągnęłam z niego pościel, pochyliłam się i krzyknęłam do ucha
-Panie Reus pali się!
Poderwał się do góry i nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi wbiegł do łazienki i za chwilę z niej wybiegł tylko ubrany, uczesany i miską wody w ręku.
-No proszę proszę strażak Sam w pełnej okazałości. Odstaw to. Nie pali się - nie mogłam opanować śmiechu i próbowałam zaścielić łóżko.
-A co ty tu robisz?
-A myślisz, że kto Cię tak obudził?
-Nie mów mi, że Ty?
-Bingo - klasnęłam w dłonie.
-O Tyyy niegrzeczna jesteś! - pogroził mi palcem i pocałował w policzek na powitanie - Zjemy w restauracji za rogiem - ujął moją dłoń i w ekspresowym tempie znaleźliśmy się w przytulnym pomieszczeniu. Zamówiliśmy coś lekkostrawnego, a potem pojechaliśmy pod Idunę. Oczywiście nasze spóźnienie nie uszło uwadze Kloppa. Kiedy rozstawiałam sprzęt podszedł do mnie i zapytał
-Jaki jest powód waszego spóźnienia?
-Marco zaspał - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ach wy młodzi - uśmiechnął się poprawiając okulary.
-Ale trenerze to naprawdę nie tak jak myślisz.
-Ja już was znam  - odszedł do chłopaków.
Zabrałam się za fotografowanie. Najładniej pozowali Lewy i Reus, ale zdjęć tych panów miałam całe mnóstwo, dlatego  też skupiłam swoją uwagę na innych zawodnikach i Jürgenie.
Po skończonej pracy posprzątałam i czekałam przed samochodem na  klubową 11. Okazało się, że ma do podpisania jakiś dokument i zejdzie mu jeszcze chwilę. Otworzyłam auto i usiadłam na miejscu kierowcy opierając głowę na siedzeniu. Przymknęłam powieki i nagle poczułam, że ktoś mnie całuje. Myślałam, że to Marco, ale jego usta smakowały inaczej. Otworzyłam oczy i ujrzałam Roberta.
-Co robisz kretynie? - o dziwo nie byłam na niego zła.
-A czy to ważne? - posłał łobuzerski uśmiech.
Kątem oka zauważyłam, że zbliża się blondyn, dlatego powiedziałam
-To taki obiad Ci odpowiada? - chyba zgadł o co chodzi, bo przytaknął, cmoknął mnie w policzek i odszedł pogwizdując.
-I co na ten obiad robisz? - zapytał.
-A co?
-Może bym wpadł.
-W takim razie przyjdź za 2 godziny - wręczyłam mu buziaka i wysiadłam.
Robert już był i chyba sam zajął się przygotowaniem obiadu.
-Co tak ładnie pachnie?
-Postanowiłem dzisiaj zrobić dla Ciebie coś dobrego. Idź do salonu, a ja zaraz podam - przytuliliśmy się na powitanie, a potem poszłam usiąść na kanapie.
Zauważyłam, że przyszedł mi sms od Marco
*Kochanie wypadło mi coś i nie mogę przyjść. Przepraszam ♥*
Odpisałam
*Spoko. Nic się nie dzieje ♥. Zjem z Robertem.*
Po chwili piłkarz postawił na stoliku sałatkę i talerze z frytkami.
-Tyle w tym tłuszczu. Możesz jeść takie rzeczy?
-Nie, ale nikomu o tym nie powiemy. - wziął pilota i włączył Shreka.
-Zostaw zostaw! - zaprotestowałam, bo chciał przełączyć.
-Gorzej jak z dzieckiem - zaśmiał się.
Zapadła cisza i każde w spokoju zajęło się konsumowaniem i zerkaniem na ekran

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~