poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 22 :)

*Klaudia.

Następnego dnia pierwszy raz od dwóch tygodni obudziłam się szczęśliwa. Podniosłam głowę i ujrzałam Lewego siedzącego przy laptopie. Podeszłam na palcach do biurka i pocałowałam Go w szyję, On się odwrócił i w ten sposób wylądowałam na Jego kolanach.
-Witaj skarbie - mówił między pocałunkami.
-Cześć misiu. Myślałam, że żałujesz i sobie poszedłeś.
-Nie żałuję niczego co wczoraj zaszło, ani tego co powiedziałem.
-A co teraz będzie? - podeszłam do szafy w celu znalezienia jakiś ubrań.
-Jak to co? - podszedł do mnie i położył ręce na biodrach - Będziemy razem szczęśliwi,a  pewnego dnia weźmiemy ślub i urodzisz mi całą drużynę piłkarską - mówił opanowanym głosem, bez najmniejszego zająknienia.
-Aż jedenastkę?\
-To podstawowy skład. A gdzie rezerwa? - zaśmiał się.
-Oszalałeś?
-Z miłości do Ciebie, ale to już dawno.
-W takim razie jesteś najsłodszym i najprzystojniejszym wariatem pod słońcem.

Kiedy wreszcie uporaliśmy się z ubraniem i zjedliśmy śniadanie postanowiłam pójść razem z Nim na trening.
-Tylko znowu nie zemdlej.
-Dobrze. Postaram się.
Trzymając się za ręce weszliśmy na murawę. Oczywiście nie obyło się bez pytań czy jesteśmy razem. Po potwierdzeniu informacji wreszcie poszli trenować, a ja usiadłam obok Kloppa.
-Czy to prawda, że Reus Cię zdradził? - zapytał.
-Tak. I nie chcę Go znać - odpowiedziałam i poczułam pod powiekami piekące łzy.
-Już ja mu dam. Pożałuje, że to zrobił.
-Spokojnie trenerze, nie trzeba. Już sobie z tym jako tako poradziłam. Robert mi pomógł.
-Powiem Co szczerze, że Ty i Lewandowski jesteście piękną parą.
-Dziękuję - spojrzałam na murawę, na której Marco okładał pięściami Roberta. Mario chciał Go odciągnąć, ale nie dawało Mu się to.
-Cholera jasna! - ryknął Jurgen i podbiegł do chłopaków. Po krótkiej wymianie zdań ze wszystkimi piłkarzami usłyszałam:
-Reus dostajesz tygodniowy zakaz przychodzenia na treningi i zakaz występu w dwóch najbliższych spotkaniach.
-Ale trenerze to On zaczął! - pokazał na bruneta.
-Drużyna mówi, że Ty. Poza tym nie jesteśmy w przedszkolu. Koniec na dzisiaj. Do szatni Panowie i spokój mi tam! - poszedł do swojego biura zostawiając mnie sam na sam z Robertem.
-O co poszło?
-O kogo raczej. No o Ciebie. Powiedział, że między Nami nie ma przyszłości, a Ty z Nim  znowu będziesz...
-Chyba w snach - przerwałam.
-To samo mu powiedziałem a resztę już widziałaś.
-Idziesz się przebrać?
-Wezmę tylko torbę z ciuchami i możemy jechać do domu.
Wszedł do szatni a za chwilę z niej wyszedł i poszliśmy do samochodu.

W nasze drzwi wetknięta była pomięta biała karteczka o treści
Jesteś zwykłą zdzirą! Rozwaliłaś dwa związki. Nie pozwolę na to żebyś była z Nim szczęśliwa...
-Aha, jasne - wyrzuciłam liścik.

-Kochanie może pójdziemy do kina? - zapytałam Roberta gdy siedzieliśmy na kanapie i delektowaliśmy wolną chwilą.
-No w sumie czemu nie.
Przebrałam się i wyszliśmy z domu.
Do kina poszliśmy na piechotę zgodnie uznając, że tak będzie o wiele fajniej i zdrowiej. Po dwugodzinnym seansie wyszliśmy z pomieszczenia. Chyba do końca życia nie zapomnę jak Lewy się wkurzył i wysypał jakiemuś nastolatkowi popcorn na głowę.... Moja i tego chłopaka mina były bezcenne.

W drodze powrotnej Robert postanowił urządzić nam kąpiel w fontannie.
-Co Ty robisz wariacie?! - krzyknęłam kiedy wziął mnie na ręce i wszedł wprost pod największy strumień wody.
-Oj no taka brudna jesteś, że trzeba Cię umyć!
-Oj Lewandowski grabisz sobie i to coraz bardziej..
-I tak mnie kochasz.
-Skąd wiesz?
-Widzę to w Twoich oczach.
-Hahahahahahaha czy te oczy mogą kłamać? - zamrugałam teatralnie powiekami.
-Chyba nie.! - zaczęliśmy się śmiać. Po chwili postawił mnie na ziemi i namiętnie pocałował. Poczułam się nieziemsko, bo od zawsze chciałam coś takiego przeżyć. -Wracamy do domu - zakomunikował po dłuższej chwili.
W mieszkaniu znaleźliśmy się dość szybko.
-Zamykaliśmy drzwi?
-Tak, a czemu pytasz?
-Bo są uchylone.... - zawiesiłam głos.
-Poczekaj tu -powiedział i wszedł do domu.
Nie miałam takiego zamiaru, dlatego podążyłam tuż za Nim.
-Wygląda na to, że ktoś czegoś szukał - popatrzyłam na porozrzucane rzeczy.
-Mówiłem żebyś została przed domem. Jak już tu jesteś to zadzwoń na policję.

Funkcjonariusze stwierdzili, że włamywaczy było dwóch i będzie możliwe ich szybkie zidentyfikowanie, bo zostawili odciski palców na klamce. Po wstępnych oględzinach okazało się, że zginęło kilka zdjęć, moja bluzka i mój naszyjnik od Roberta.
-Kiedy będą wyniki ekspertyzy?
-Za tydzień - poinformował mnie policjant.
-Mogę tu już posprzątać?
-Tak tak.
Chwilę później mężczyźni wyszli.
-Pięknie cholera jasna! - zaklęłam i chciałam zabrać się za sprzątanie.
-Chodź spać. Późno już.
-Muszę to sprzątnąć.
-Jutro też jest dzień...
Poszliśmy pod prysznic, a potem położyliśmy się spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny za Nami :)
Jak odczucia? Podoba się? :)

Na a teraz może słówko o Robercie. :)
Co z tego, że w sobotę był Jego ostatni mecz na SIP. Dla mnie NA ZAWSZE pozostanie jednym z Borussen.

Płakałam jak to oglądałam.... Zresztą Robert też płakał jak schodził z boiska.... Po prostu do końca myślałam, że to wszystko jest jakiś głupi żart... No ale cóż... Jedyne co pozostaje w takiej sytuacji to życzyć Mu szczęścia w Bayernie :)


Mimo wszystko DZIĘKUJĘ Mu za te 4 wspaniałe lata :) W moim sercu i pamięci zawsze będzie ubrany w żółto-czarne barwy...

,,Przyszedł jako dobry napastnik, a odchodzi jako snajper klasy światowej''

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 21 :)

*2 tygodnie później*
*Klaudia.

Czułam się już lepiej dlatego postanowiłam pójść na trening. Jutro miał być mecz z Zenitem. Cieszyła mnie myśl, że Reus nie zagra w tym spotkaniu chociaż będzie na treningu. Wchodząc na stadion trzymałam Roberta pod rękę. Od razu poszłam do Kloppa.
-Nareszcie jesteś!- ucieszył się na mój widok i przytulił dość mocno.
Uśmiechnięta ruszyłam w stronę ławki. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie On. Wyszedł  zadowolony z tunelu, a przed moimi oczami stanął obraz z zaplecza. Poczułam lekkie ukłucie i zapanowała ciemność...

*Oczami narratora.

Po tym jak ujrzała Marco zemdlała. W oka mgnieniu wszyscy oprócz Niego do Niej podbiegli. Robert zdecydował się zawieźć Klaudię do szpitala i zadzwonić do chłopaków jak się czegoś więcej dowie. Położył ją na tylnym siedzeniu i z piskiem opon ruszył spod Iduny.
W szpitalu oddał dziewczynę ratownikom i czekał przed salą. Po ponad godzinie drzwi wreszcie się uchyliły.
-Panie doktorze co z Nią?
-Mieliśmy zatrzymanie akcji serca, ale już wszystko w porządku. Może pan do Niej wejść.
-Dziękuję.

Podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju.
-Boże Mała ale napędziłaś Nam strachu.
-Przepraszam. Na prawdę nie wiem jak to się stało. Po prostu zobaczyłam Go i zrobiło mi się duszno, a reszty nie pamiętam- mówiła, a po jej twarzy płynęły łzy.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz przez tego kretyna- otarł dziewczynie policzek wierzchem dłoni.
-Kiedy będę mogła wrócić do domu?
-Jutro. Muszą sprawdzić czy wszystko dobrze z Twoim zdrowiem.
-Ale mecz...
-Nie przejmuj się tym . Asystent Cię wyręczy.
Wtem do pomieszczenia wpadła cała drużyna na czele z Kloppem.
-Jak się czujesz?- zapytali chórem.
-Świetnie- uśmiechnęła się.
-No w sumie zajmuje się Tobą sam Robert, więc musi być super- powiedział Jurgen- wychodzimy Pszczółki! Nie będziemy przeszkadzać Naszym gołąbeczkom.
-Bardzo śmieszne- stwierdził brunet kiedy chłopcy wyszli.
-Przeszkadza Ci to, co powiedział?- odwróciła twarz do ściany, a Jej oczy napełniły się łzami.
-Myślałem, że Tobie się to nie podoba- odpowiedział zmieszany.
-Kocham Cię nadal i wiele bym dała za to, żeby było jak dawniej- wyszeptała.
-Ja Ciebie też kocham- pochylił się nad Nią i pocałował w czoło- Śpij spokojnie- dodał i opuścił salę.

*Następnego dnia*
*Klaudia.

Otworzyłam leniwie oczy i ziewnęłam. Chwilę później do sali wszedł lekarz wręczając mi wypis. Napisałam sms do Roberta, że  może już przyjechać. Ubrałam się i usiadłam na łóżku. Po chwili do sali wkroczył brunet.
-Hej kochanie - pocałował mnie na powitanie i wręczył bukiet.
-Cześć. Nie trzeba było, ale dziękuję.
Wyszliśmy przytuleni z uśmiechami na twarzach. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Zaraz po tym Lewy wyszedł na trening przed meczem, a ja postanowiłam przygotować się do transmisji.

Od samego początku spotkanie nie szło po Ich myśli. Było pełno niewykorzystanych okazji. Gra  z minuty na minutę stawała się coraz brutalniejsza. Lewandowski był widocznie zły i sprowokował kilka dziwnych sytuacji. Dostał żółtą kartkę i z tego powodu nie zagra w ćwierćfinałowym meczu. W pewnym momencie zamarłam. Robert leżał na boisku zwijając się z bólu.m Jednak za chwilę podniósł się i grał dalej. Mecz zakończył się wynikiem 2:1. Bramkę kontaktową strzelił Kehl.
Wyłączyłam odbiornik i postanowiłam czekać na Jego powrót. W międzyczasie posprzątałam w salonie i odgrzałam obiad.
-Wróciłem! Gdzie jesteś kochanie?- krzyknął od progu i jak zwykle trzasnął drzwiami.
-W kuchni- odkrzyknęłam - Witaj misiu- mruknęłam Mu do ucha i pocałowałam.
-A czym sobie zasłużyłem na takie powitanie?- usiadł do stołu i zabrał się za posiłek.
-Tym, że  jesteś i mimo wszystko nie przestałeś mnie kochać.
-Mam dla Nas inne plany niż jakieś jedzenie.
-Co masz na myśli?
-Zobaczysz.
Podszedł do mnie i posadził na stole. Najpierw zaczęliśmy się całować, a później pozbywać ubrań. Z każdą chwilą robiło się coraz bardziej gorąco. Nagle spojrzał mi w oczy i zapytał
-Jesteś tego pewna?
-W stu procentach- również patrzyłam w oczy partnera.
Po tych słowach wszedł we mnie, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Gładził mnie po plechach i przygryzał lewe ucho. Cały czas pamiętał co lubię....
Po wszystkim  z kuchennego stołu przenieśliśmy się do sypialni. Położyłam się na klacie mężczyzny i rysowałam palcami wzorki na brzuchu, a On gładził moje ramię.
-Brakowało mi Ciebie- powiedział.
-Mi Ciebie też. Kocham Cię.
-Ja bardziej.
Po tych słowach zamknęłam oczy i odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ! :) Jak Wam się podoba? Myślę, że nie jest tak tragicznie :)
Do następnego :*


środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 20 :)

Zdrada boli najbardziej kiedy przychodzi
nieoczekiwanie...

*Oczami narratora*

-Puść! - krzyczała  - To boli!
Do łazienki wszedł Robert. Najpierw nie wiedział o co chodzi i chciał wyjść żeby nie przeszkadzać tej parze, ale coś przykuło jego uwagę. Tym czymś była sukienka- tylko Ona miała taką na imprezie.
-Co tu się dzieje?!- w mgnieniu oka odciągnął chłopaka i rzucił go wprost w ramiona Mitchella, który właśnie wchodził do pomieszczenia. Poprosił Go, aby jak najszybciej wyrzucił mężczyznę z klubu. Sam natomiast podszedł do Klaudii i pomógł jej wstać.
-Wszystko okej?
-Tak - odpowiedziała i się rozpłakała.
Brunet nie mógł znieść Jej łez dlatego zdjął z siebie marynarkę, otulił nią dziewczynę i objął ramieniem. Ruszyli na poszukiwanie Reusa. chyba byłoby lepiej dla Niej gdyby od razu wyszli i pojechali do domu. Weszła na zaplecze, bo usłyszała głos swojego ukochanego.
-Co to ma być?!-zapytała patrząc na Marco i jakąś półnagą blondynkę siedzącą na nim okrakiem.
-Kochanie ja Ci to wszystko wytłumaczę!- odskoczył od kochanki jak oparzony i zaczął się ubierać.
-Nie mów do mnie kochanie! Nic nie musisz mi tłumaczyć! Robert wychodzimy - zwróciła się do klubowej 9.
-Klaudia!- Reus próbował ją zatrzymać.
-A Ty za mną nie idź! Od dzisiaj nie istniejesz! - krzyknęła i wyszła.
Dopiero przed klubem emocje wzięły górę i zaczęła płakać. Nie chciała Go znać. Zdradził ją z pierwszą lepszą na byle jakiej imprezie. Nawet nie wiedziała kiedy znalazła się w domu, bo z nerwów zasnęła. Lewandowski zaniósł ją do sypialni, przebrał w pidżamę a Ona nawet nie drgnęła. Już miał wychodzić kiedy chwyciła Jego dłoń i wyszeptała przez sen
-Zostań. Nie chcę być sama.
Bez słowa położył się obok i zasnął.

*Klaudia*

Następnego dnia obudziłam się z ogromnym bólem głowy wtulona w ciało Roberta. Z trudem podniosłam się z łóżka nie budząc chłopaka i weszłam do łazienki. Miałam rozmazany makijaż, wory pod oczami i rozczochrane włosy. Jednak najgorzej czułam się psychicznie - dosłownie jak jakiś śmieć albo niepotrzebna zabawka, która się znudziła i została wyrzucona w kąt oraz zastąpiona przez lepszą.
Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Szybko się umyłam i założyłam stare dresy oraz szeroką bluzę. Makijażu nie nałożyłam. Zeszłam do kuchni, w której Robert paradował w samych bokserkach, jak za starych dobrych czasów.
-Usiądź, zaraz podam śniadanie - uśmiechnął się odsuwając mi krzesło.
-Dzięki - szepnęłam.
-Jak się czujesz? - usiadł naprzeciwko mnie stawiając na stole kanapki i herbatę.
-A jak ma się czuć zdradzona dziewczyna?
-Głupie pytanie. Przepraszam - spuścił głowę.
-Nie przepraszaj. Tylko zostań dziś ze mną. Nie chcę być sama - poprosiłam, bo wiedziałam, że chłopaki mają trening.
-Jasne. Jestem przy Tobie i pamiętaj, że możesz na mnie liczyć niezależnie od sytuacji.
-Wiem. I dziękuję Ci za to - podeszłam do Niego i przytuliłam.

*Robert*

Jak On mógł Jej to zrobić? Przecież Ona jest taka wrażliwa i bezbronna. Nie mogłem znieść Jej łez, mimo że spowodował Je ktoś inny. Zadzwoniłem do Kloppa żeby poinformować Go, że ani ja ani Klaudia przez co najmniej tydzień nie pojawimy się na treningach. Powiedziałem nawet o co chodzi i zrozumiał. Stwierdził też, że jeśli dziewczyna będzie potrzebowała więcej czasu nie ma z tym najmniejszego problemu. Poszedłem do salonu i chciałem Jej przekazać te wieści, ale już na schodach słyszałem, że płacze. Siedziała na kanapie z jakimś zdjęciem w ręku. Uklęknąłem przed nią i zabrałem fotkę przedstawiającą ją i Marco na wakacjach czy czymś. Z tyłu był napis ,,Na zawsze razem.''
-Dlaczego On mi to zrobił?
-Widocznie na Ciebie nie zasłużył.
-Ale ja Go tak kochałam...- szlochała w moją koszulkę.
-Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Znajdź coś w telewizji, a ja zaraz wrócę.
Poszedłem na górę po koc ido kuchni w celu przygotowania kakao dla Klaudii.
-Trzymaj Mała. Powinno pomóc- podałem Jej kubek i okryłem ciepłym pledem.
-Dziękuję- zobaczyłem jak na Jej twarzy powoli zaczyna gościć ten sam-słodki a zarazem niewinny-uśmiech.
Kiedy usnęła, wyjąłem z rąk puste naczynie i postanowiłem pójść do Marco. Wszedłem do domu, a On był w towarzystwie tej samej plastikowej blondyny co wczoraj.
-Reus!- odezwałem się wreszcie.
-Co?
-Musimy pogadać.
-Już - niechętnie wstał z kanapy i wyszliśmy przed dom.
-Co ty sobie wyobrażasz?!
-Ale o co Tobie chodzi?
-Nie udawaj! Ona tam siedzi załamana, cały czas płacze, a Ty zabawiasz się z jakąś plastikową lalą! No człowieku brawo!
-Daj mi spokój. Nie będę z Tobą o Niej rozmawiał.
-W takim razie nie zdziw się jak nie będzie chciała Cię znać. Nie myślałem, że jesteś aż tak głupi.- powiedziałem i wróciłem do domu. Weksler już nie spała tylko siedziała przy stole wpatrując się tępo w szybę.
-Będziesz dziś ze mną tak jak wczoraj?
-Jasne. Chodź - ująłem Jej dłoń i ruszyliśmy na górę.
Kiedy znaleźliśmy się w sypialni poszła do łazienki, a ja położyłem się na łóżku czekając na swoją kolej.
-Lewuskuuuuuu!- zawołała.
-Tak?
-Podasz mi ciuchy z krzesła?
-Ależ jasne - wziąłem do rąk rzeczy i wszedłem do łazienki. Stała w samej bieliźnie oparta o szafkę. Była piękna jak poranek.
-Dziękuję- zaczęła się ubierać. Szybko skończyła i wyszła zostawiając mnie z zapachem Jej ulubionego truskawkowego żelu pod prysznic...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam Misie ! :*
I jak Wam się podoba ten rozdział? Wiem, że pewnie spodziewaliście się, że to Klaudia zdradzi Marco, a nie odwrotnie. I mam nadzieję, że mnie nie zabijecie :)

100 bramka Roberta we wczorajszym meczu  :) Oczywiście gratuluję ♥

I radość z tego, że jesteśmy w finale ♥♥

Do następnego !  ♥

czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział 19 :)

Po zjedzeniu posiłku Robert zabrał się za sprzątanie, a ja postanowiłam wyjść na spacer i przy okazji zrobić zakupy. Przebrałam się



i wyszłam z domu. Zahaczyłam o pobliski park. Usiadłam na ławce, a po chwili dosiadł się do mnie młody mężczyzna.
-Kochanie, co Ty tu robisz? - zapytałam, bo okazał się nim Marco.
-Tak sobie siedzę - był wyraźnie zmieszany.
-Idę do sklepu. Potowarzyszysz mi?
-Jasne - ujął moją dłoń i poszliśmy do supermarketu.

-Pójdziesz po mąkę?- zapytałam przechodząc do działu z owocami. Nie doczekałam się odpowiedzi. Za chwilę stał obok mnie z wymienioną rzeczą. Cały czas dziwnie się zachowywał.
10 minut później wróciliśmy do domu. Chłopak pomógł wnieść zakupy i szybko się ulotnił. Usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmyślać. Postanowiłam do niego pójść, bo nie mogę żyć w takiej niepewności. Jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia, a szczególnie dzisiaj.
-Zaraz wracam- rzuciłam w stronę Lewego i pobiegłam do mieszkania Reusa.

-Co jest?- zapytałam zamykając drzwi.
-A co ma być - udał zdziwionego.
-To, że się dziwnie zachowujesz. Stało się coś?
-Kochasz Roberta?-wypalił.
-Say what?! Myślisz, że gdybym kochała Roberta siedziałabym teraz u Ciebie i wypytywała czy wszystko okej?-popatrzyłam na niego.
-Nie...
-No właśnie. Co pan powie na jakiś film?
-,,Szybcy i wściekli"?
-Okej.
Nie dotrwałam nawet do połowy seansu, bo z niewiadomych przyczyn zasnęłam.


Rano obudził mnie zapach świeżo parzonej kawy. Zanim zdążyłam się podnieść w drzwiach pojawił się blondyn z tacą.
-A co to mamy jakieś święto?- zapytałam.
-Jesteśmy już 4 miesiące razem- uśmiechnął się- Kocham Cię- dodał i złożył na ustach lekki pocałunek.
-Też Cię kocham - odpowiedziałam. - Tylko spróbuj mnie zdradzić a się policzymy.
-Nigdy w życiu kocie - powiedział i zaczęliśmy jeść.
Po posiłku ubrałam się i pożegnałam Marco, który szedł na trening. Wróciłam do domu i w drzwiach wpadłam na Roberta. Siła uderzenia była taka, że aż się przewróciliśmy. Wyglądało to dość śmiesznie i  w duchu modliłam się żeby nie było akurat w pobliżu jakiegoś dziennikarza.
-Złaź ze mnie - powiedziałam w końcu.
-Już- uśmiechnął się i podał mi dłoń abym mogła wstać.


-Kotkuuuuu no nie daj się prosić!- blondyn stał przede mną bite 30 minut i prosił żebym poszła  z nim na imprezę.
-Nie jestem przekonana co do tego wyjścia - pokręciłam głową z dezaprobatą.
-No weeeeeź - uklęknął przede mną.
-Wstawaj wariacie - zaczęłam się śmiać
-Zgodzisz się?- zapytał z nadzieją.
-Tak.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję- wziął mnie na ręce i zaczął się obracać wokół własnej osi. Kiedy mnie wreszcie postawił i poszedł do siebie postanowiłam się przygotować na imprezę. Nie chciałam na nią iść a poza tym czułam, że stanie się coś, co na zawsze zmieni relacje moje i Marco. No ale jak mąż tak ładnie prosił to musiałam się zgodzić. Swoją drogą wyglądał tak sodko z tą miną kota ze Shreka.

O godzinie 20 byłam już gotowa. Ubrałam się w taką sukienkę


i czarne szpilki. Przed drzwiami stanął Marco ubrany w garnitur.  Taksówka już czekała, więc szybko do niej wsiedliśmy i pojechaliśmy pod klub Black*. Taksówkarz życzył Nam dobrej imprezy. Pomyślałam, że życzenia są adekwatne i ruszyliśmy w stronę wejścia.
-Witajcie gołąbeczki! - krzyknął Mitch.
-Cześć- przywitałam się.
Z każdą chwilą zabawa zaczęła się rozkręcać, ale ja jakoś nie miałam ochoty tańczyć. Siedziałam przy stoliku sącząc drinka. Marco natomiast szalał na parkiecie z Ewą Piszczek. Nagle ktoś położył doń na moim ramieniu.
-Zatańczymy?- usłyszałam.
-Nie chce mi się Sahin.
-Ale mnie to nie obchodzi- powiedział i po chwili byłam w jego ramionach.
-Odbijany!- Mario podszedł do nas po jakiś 3 piosenkach.
-Och God why?- szepnęłam.
-Co?
-Nic. Tańczymy czy będziemy tak stać?- zapytałam.
Na moje nieszczęście puszczono wolny utwór. Brunet przyciągnął mnie do siebie i chcąc nie chcąc musiałam jakoś dobrnąć do końca. Oparłam głowę na jego ramieniu i wolno kołysaliśmy się w rytm muzyki.
-Jesteś szczęśliwa z Marco?- zapytał nagle.
-Tak.
-To dlaczego kochasz Roberta?
-Przestawiło Ci się w głowie?- odsunęłam się i spojrzałam na niego.
-Nie. Widziałem jak na niego patrzysz.
-Jesteś pijany- powiedziałam i odeszłam do stolika.
Nikt mnie tak nie wkurza jak on! Grrr! Dlaczego zawsze zauważy to, czego nie powinien? Pewnie ktoś stojący z boku widział iskry lecące przy naszym spięciu. Postanowiłam jednak się tym nie przejmować i poszłam do barku po drinka.
-To co mała zabawimy się?
-Spadaj!
Jednak ten pijany facet mnie nie słuchał i zaczął zmierzać w stronę toalet.
-Puść!- krzyczałam- To boli!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak myślicie co będzie dalej? :)

Przepraszam za wszystkie ewentualne błędy, ale zacina mi się komputer i ogólnie miałam problem z dodaniem tego postu.

Miłego czytania ! :*



piątek, 21 marca 2014

Rozdział 18 :)

*2 dni później*

Obudziłam się w okolicach 8 i przypomniałam sobie, że dziś mam robić zdjęcia na treningu. Roberta już nie było. Szybko się ogarnęłam i wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę i znalazłam się w domu mojego chłopaka. Otworzyłam drzwi od sypialni i  ujrzałam śpiącego blondyna. Postanowiłam zorganizować mu szybką pobudkę. Ściągnęłam z niego pościel, pochyliłam się i krzyknęłam do ucha
-Panie Reus pali się!
Poderwał się do góry i nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi wbiegł do łazienki i za chwilę z niej wybiegł tylko ubrany, uczesany i miską wody w ręku.
-No proszę proszę strażak Sam w pełnej okazałości. Odstaw to. Nie pali się - nie mogłam opanować śmiechu i próbowałam zaścielić łóżko.
-A co ty tu robisz?
-A myślisz, że kto Cię tak obudził?
-Nie mów mi, że Ty?
-Bingo - klasnęłam w dłonie.
-O Tyyy niegrzeczna jesteś! - pogroził mi palcem i pocałował w policzek na powitanie - Zjemy w restauracji za rogiem - ujął moją dłoń i w ekspresowym tempie znaleźliśmy się w przytulnym pomieszczeniu. Zamówiliśmy coś lekkostrawnego, a potem pojechaliśmy pod Idunę. Oczywiście nasze spóźnienie nie uszło uwadze Kloppa. Kiedy rozstawiałam sprzęt podszedł do mnie i zapytał
-Jaki jest powód waszego spóźnienia?
-Marco zaspał - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ach wy młodzi - uśmiechnął się poprawiając okulary.
-Ale trenerze to naprawdę nie tak jak myślisz.
-Ja już was znam  - odszedł do chłopaków.
Zabrałam się za fotografowanie. Najładniej pozowali Lewy i Reus, ale zdjęć tych panów miałam całe mnóstwo, dlatego  też skupiłam swoją uwagę na innych zawodnikach i Jürgenie.
Po skończonej pracy posprzątałam i czekałam przed samochodem na  klubową 11. Okazało się, że ma do podpisania jakiś dokument i zejdzie mu jeszcze chwilę. Otworzyłam auto i usiadłam na miejscu kierowcy opierając głowę na siedzeniu. Przymknęłam powieki i nagle poczułam, że ktoś mnie całuje. Myślałam, że to Marco, ale jego usta smakowały inaczej. Otworzyłam oczy i ujrzałam Roberta.
-Co robisz kretynie? - o dziwo nie byłam na niego zła.
-A czy to ważne? - posłał łobuzerski uśmiech.
Kątem oka zauważyłam, że zbliża się blondyn, dlatego powiedziałam
-To taki obiad Ci odpowiada? - chyba zgadł o co chodzi, bo przytaknął, cmoknął mnie w policzek i odszedł pogwizdując.
-I co na ten obiad robisz? - zapytał.
-A co?
-Może bym wpadł.
-W takim razie przyjdź za 2 godziny - wręczyłam mu buziaka i wysiadłam.
Robert już był i chyba sam zajął się przygotowaniem obiadu.
-Co tak ładnie pachnie?
-Postanowiłem dzisiaj zrobić dla Ciebie coś dobrego. Idź do salonu, a ja zaraz podam - przytuliliśmy się na powitanie, a potem poszłam usiąść na kanapie.
Zauważyłam, że przyszedł mi sms od Marco
*Kochanie wypadło mi coś i nie mogę przyjść. Przepraszam ♥*
Odpisałam
*Spoko. Nic się nie dzieje ♥. Zjem z Robertem.*
Po chwili piłkarz postawił na stoliku sałatkę i talerze z frytkami.
-Tyle w tym tłuszczu. Możesz jeść takie rzeczy?
-Nie, ale nikomu o tym nie powiemy. - wziął pilota i włączył Shreka.
-Zostaw zostaw! - zaprotestowałam, bo chciał przełączyć.
-Gorzej jak z dzieckiem - zaśmiał się.
Zapadła cisza i każde w spokoju zajęło się konsumowaniem i zerkaniem na ekran

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



środa, 19 marca 2014

:)

Zapraszam na nowego bloga
W zwierciadle codzienności

Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu :)

__________________________________________________________



poniedziałek, 17 marca 2014

Ogłoszenie ! :)

Witam Was Kochani :)
Mam  małe pytanko. Mianowicie: ostatnio wpadłam na pomysł nowego opowiadania tym razem o Wojtku Szczęsnym i dziewczynie, która ma powiedzmy lekko skomplikowane życie. Czy chcielibyście je czytać? Jeśli tak dajcie znać tutaj a w czwartek wieczorem bądź w piątek po południu dodałabym bohaterów.

A rozdział tutaj pojawi się właśnie w okolicach piątku :)

Czekam na Wasze opinie :)

Pozdrawiam :*
P.S A tu macie zdjęcia Lewuska ♥


czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 17 :)


*Klaudia.
Obudziły mnie promienie słońca. Podniosłam głowę,  rozejrzałam sie po pokoju i ujrzałam Marco śpiącego z głową na szafce nocnej. Wzięłam do ręki telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Ustawiłam je na tapecie i wrzuciłam na fejsa z podpisem "kryzys zażegnany :* pozdrawiamy ze słonecznego Dortmundu ;*". Wstałam, zarzuciłam jego koszulkę i zeszłam do kuchni. Zaparzyłam kawę i zaczęłam robić kanapki. W pewnym momencie odwróciłam sie przodem do drzwi i zobaczyłam w nich....
-Marco deklu przestraszyłeś mnie!-rzuciłam w niego ścierką.
-Przepraszam - uśmiechnął się - ale twoja mina była cudna - musnął moje usta.
-Już siadaj, zaraz ci podam śniadanie a potem wyjazd na trening.
-Dobrze.
Postawiłam na stole kanapki a kiedy je zjedliśmy chłopak powiedział
-Ładnie ci w tej koszulce ale muszę ją zabrać.
-Trzymaj - bez zastanowienia ściągnęłam bluzkę i chwilowo zostałam w samym biustnoszu.
-Dzięki - spojrzał z pożądaniem na moje piersi.
-I co sie tak gapisz? Wypad na trening.
-Chodź ze mną co?
-No  dobra tylko się ubiorę.
-Możesz iść tak-przytulił mnie.
-Twoi koledzy byliby mega zadowoleni.- wyswobodziłam się z jego objęć i pobiegłam na górę. Po chwili wróciłam przebrana w zwiewną czerwoną sukienkę i rzymianki.
-Gotowa?
-Tak. Chodź bo cię tatuś Klopp zabije- zaśmiałam sie i wyszliśmy przed posesję. Wsiedliśmy do jego czarnego sportowego samochodu i ruszyliśmy na SIP.
Tym razem poszłam na trybuny i usiadłam w miejscu, z którego dobrze wszystko widać.

Moje oczy zwrócone były ku murawie. Kiedy ujrzałam na niej Mario przebranego w treningowy trykot BVB szczęka opadła mi najniżej jak mogła. Postanowiłam zejść do Kloppa i zapytać o co chodzi.
-Witaj Klaudia - uśmiechnął się szeroko.
-Cześć trenerze. Co on tu robi?-od razu przeszłam do meritum sprawy.
-Wrócił do Borussi - oznajmił mężczyzna.
-To tak można?- zdziwiłam się.
-Teoretycznie nie, ale Pep się zgodził i mamy nowego zawodnika.
-Aha. Niech im trener zleci ćwiczenia, bo stoją jak strachy na wróble. - uśmiechnęłam się spoglądając na Marco i przesyłając mu całusa.
Usiadłam na murawie i zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie. Wybrałam jedno z nich i udostępniłam znajomym a potem zajęłam się treningiem. Reus skakał jak jakaś małpa wokół Goetze a ja nie mogłam już ze śmiechu. Chyba powoli zaczęłam przekonywać się na nowo do Mario. Po skończonym treningu zapytałam chłopaków
-To co jedziemy do domu na obiad ?
-Noo raczej tak. Mario też? -zapytał z niedowierzaniem blondyn.
-A co mam pozwolić żeby umarł z głodu ? - uśmiechnęłam się przyjaźnie do bruneta -Ruszać tyłki ! - prawie wepchnęłam ich do szatni.

***
-Na prawdę  nie musisz tego robić-powiedział Mario pomagając mi sprzątać po obiedzie.
-Ale chcę. Ja wiem że początek nie był za dobry ale jakoś trzeba to naprawić, nie sądzisz?
-W sumie to masz rację. To co może zacznijmy od samego początku. Jestem Mario -podał mi rękę.
-Klaudia-powiedziałam i zaczęliśmy gadać. Marco gdzieś zniknął.


Po około 2 godz brunet również postanowił wrócić do swojego domu.
-Miło było. Musimy to kiedyś jeszcze powtórzyć - przytuliłam Mario na pożegnanie.
-No ja mam nadzieję skarbie - powiedział ledwo dosłyszalnie.
-Co ? - odsunęłam się od niego.
-Nic nic - speszył się i wyszedł.
-Spoko - powiedziałam do zamkniętych drzwi.

*Mario.
Ale  ze mnie kretyn ! Co mnie pokusiło żeby dodać to skarbie ! Jeśli usłyszała to zaprzepaściłem wszystko to co zdążyliśmy zbudować przez ten dzień. No cholera jasna czy ja muszę być aż takim debilem?! Ale to wszystko przez nią ! Te jej oczy, włosy, słodkie usta zawodzą każdego. A ja od zawsze miałem słabość do pięknych kobiet..... Eh.... Tylko że ona jest z Marco i jeszcze ponadto kocha Roberta. Nie powiedziała mi tego, ale zauważyłem jak się w niego wpatrywała na treningu. Zaraz zaraz..... ich chyba coś łączyło. Muszę tylko znaleźć odpowiedni artykuł. Wpisałem w internecie frazę "Klaudia Weksler i Robert Lewandowski". Bingo Sherlocku ! Oni byli kiedyś parą i to dość długo. Zamknąłem laptop i  usiadłem na kanapie. Nie pozostało mi nic innego jak czekać na rozwój wydarzeń. Kto wie - może kiedyś będę z uroczą szatynką?

-----------------------------------------------------------------
Witam Was po długiej nieobecności i pierwsze co to PRZEPRASZAM.Mam nadzieję że nie straciłam swoich stałych czytelników. :)
Powiem Wam, że wracam z masą nowych pomysłów. ;) w najbliższym czasie dużo się wydarzy.
Będzie zdrada, rozstanie i nowy związek.....
Wszystkiego dowiecie się wkrótce :)
Co powiecie na to, że następny rozdział za 10 komentarzy ? (Tak na dobry początek).. przypominam, że Anonimowi też mogą :)
 Pozdrawiam ;*